Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZKP Suchy Las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZKP Suchy Las. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 stycznia 2016

Solaris dla ZKP.

Przygotowania do tego wydarzenia trwały od dłuższego czasu. Zdobycie odpowiednich pozwoleń, wzięcie urlopu w pracy - wszystko wymagało odpowiedniego załatwienia spraw. Ba! Dzień wcześniej zatankowałam do pełna Czerwonego, a nawet go umyłam. Wszak nie co dzień jedzie się do fabryki autobusów, aby uczestniczyć w takiej hmm... uroczystości. Cóż to takiego się działo? Otóż mój ukochany przewoźnik w dniu 29 stycznia 2016 r. odbierał swój nowiutki autobus. Dodam, iż to był pierwszy fabrycznie nowy autobus tej marki w historii tego przewoźnika. A historia ta też już jest dość długa, gdyż w tym roku ZKP Suchy Las obchodzi 25-lecie istnienia. Teraz chyba rozumiecie, że nie mogło mnie tam w tym dniu zabraknąć. :)

Wyruszyłam odpowiednio wcześnie, aby broń Boże nie spóźnić się. Dzięki temu mogłam po drodze podziwiać przepiękny wschód słońca. Był tak urokliwy, iż postanowiłam na moment zatrzymać się, aby uwiecznić go na matrycy aparatu. Widzicie w tle górę z wieżą na szczycie? Tak, tak. To ta sama Dziewicza Góra, o której wspomniałam w tym wpisie -> klik.



Jechałam przez Biedrusko. Zatrzymałam się tam na chwilkę, aby zrobić małe zakupy. Gdy wróciłam do samochodu, postanowiłam jeszcze zrobić mu mały make-up. Chwyciłam za szmatkę oraz butelkę z płynem do mycia szyb i je wypucowałam. Ledwo skończyłam i wsiadłam do samochodu, podszedł do mnie Pan, który otworzył drzwi Czerwonego. Najpierw się wystraszyłam, ale po chwili okazało się, że ów Pan chciał poznać rok produkcji Czerwonego, pochwalić, w jak dobrym stanie jest autko i przy okazji przyznać się, że on przy takich 'grzebał'. Miło. :)

Ruszyłam w dalszą podróż. Gdy właśnie objeżdżałam rondo w Bolechowie-Osiedlu, na to samo skrzyżowanie wjechał Trabant. Wyobrażacie sobie takie spotkanie? Banana na twarzy miałam sporego. ;)

Kiedy zajechałam na miejsce, 'zameldowałam się' u ochrony pilnującej wjazdu do fabryki Solaris Bus & Coach. Po zweryfikowaniu, że "ja to ja", otrzymałam plakietkę i zezwolenie na wjazd na teren fabryki. Dojeżdżając na miejsce parkingowe o mało nie zapomniałam, jak się właściwie prowadzi samochód. Wszystko dlatego, że zobaczyłam, jak z naprzeciwka jedzie... autobus, dla którego się tutaj pojawiłam. Wow! Natomiast, jak później ujrzałam, w jakim towarzystwie przyszło mi zaparkować samochód, wiedziałam, iż zrobię wszystko, aby móc zrobić zdjęcie i umieścić je na blogu. Ale do tego wątku wrócę w dalszej części wpisu. Teraz spójrzcie, jaką plakietkę otrzymałam. Poczułam się iście jak VIP. Jedynie czerwony dywan został zastąpiony czerwonym samochodem. ;)


Okazało się, że do fabryki dotarłam szybciej, niż przedstawiciele mojego ukochanego przewoźnika. Pracownik firmy Solaris Bus & Coach zadbał więc, abym nie zanudziła się i oprowadził mnie po fabryce. Towarzyszyło temu ciekawe uczucie. Otóż kilka lat temu byłam już w tutejszej hali. O dziwo - sporo zapamiętałam z tamtej wizyty i pomimo, iż w międzyczasie fabryka się rozbudowała, czułam się, jakbym właśnie odwiedziła dom mojego, określę to może w ten sposób: 'wujostwa'. Ot - takie rodzinne spotkanie. :)

Podczas zwiedzania została mi przybliżona wizja towarzysząca IV generacji autobusów. Stwierdzam, że wiele rozwiązań zastosowanych w obecnie produkowanych pojazdach jest naprawdę interesujących. Kilka z nich przypominało mi to, z czym mam na co dzień styczność przy... moim rowerze. Od razu wyjaśniam - to jest komplement. :)

Po powrocie do hali odbiorów, gdzie autobus czekał już na swoich nowych właścicieli, zabrałam się za fotografowanie. Po chwili pojawili się przedstawiciele ZKP. Zaczęły się oględziny autobusu, sprawdzanie dokumentacji, itp. Dla mnie, jako miłośniczki, było to niezwykle ciekawe doświadczenie. Po raz pierwszy w życiu miałam okazję uczestniczyć w tego typu spotkaniu biznesowym. Cieszę się, że mogłam zobaczyć "od kuchni" zakup autobusu. Jednak szczegóły zachowam dla siebie - wszak jest to tajemnica handlowa. :)

Natomiast podzielę się z Wami innymi ciekawostkami. 
Jednym z momentów, który udało mi się uwiecznić, było 'zarejestrowanie' na moich oczach nowego autobusu. Do tego zadania został oddelegowany kierowca ZKP. Przyznaję, że byłam zaszokowana, jak sprawnie mu poszło zamontowanie tablic rejestracyjnych. Ledwo zdążyłam zdjęcia zrobić. ;)


Widziałam również ten autobus od spodu. Co prawda, nie odważyłam się wejść pod niego i to nawet nie tyle ze strachu, co z braku czasu. Tak bardzo skupiłam się na zrobieniu mu zdjęć z każdej strony, że w chwili, gdy chciałam pod niego wejść, właśnie go opuszczano. ;)

Spędziłam w fabryce kilka godzin, więc miałam okazję trochę się porozglądać i skupić wzrok nie tylko na autobusach. Moją uwagę przyciągnęły chociażby takie animowane postacie. Chyba nie muszę tłumaczyć, co się znajdowało za drzwiami, na których zostały te jamniki umieszczone? ;)


Tuż przed godziną 13:00 (!) opuściliśmy teren fabryki. Nie obyło się oczywiście bez małej sesji zdjęciowej.

Przyznam, że czekało mnie nie lada wyzwanie, gdyż w butach na obcasach (!) musiałam pobiec po samochód, zrobić mu zdjęcie, podjechać do ochrony, 'odmeldować się', oddać plakietkę VIP i dogonić autobus, który wyjechał w trasę chwilę wcześniej. Problem w tym, że w tym samym momencie fabrykę opuszczały jeszcze 3 inne samochody.

Co do zdjęcia - nie jest jakieś wybitne, bo naprawdę robiłam je 'w locie'. Niemniej - w życiu nie sądziłabym, że dożyję dnia, w którym wjadę na teren fabryki zabytkowym samochodem (Czerwony w tym roku obchodzi 25 urodziny!) i sfotografuję go na tle autobusu najnowszej generacji! Lepiej! Widzicie ten przegubowy pojazd? Na całej kuli ziemskiej są tylko 4 takie egzemplarze. Cóż to takiego? Solaris Trollino o długości 18,75 m. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że przepisy nie zezwalają na wyprodukowanie dłuższego pojazdu. Zazwyczaj pojazdy przegubowe mają 18 m.


Wróćmy jednak do bohatera dzisiejszego wpisu. Sucholeski autobus dogoniłam dopiero na rondzie znajdującym się na obwodnicy Murowanej Gośliny. Dalej czekało mnie trudne zadanie. Chciałam wyprzedzić ten autobus, aby zrobić mu zdjęcia, jak jedzie do swojego nowego domu. Zadanie o tyle trudne, iż zdawałam sobie sprawę, że wystarczy tylko chwila nieuwagi i mogłoby się coś złego stać. Droga wąska, sporo zakrętów. Dusza na ramieniu. Na szczęście udało się znaleźć kilka odcinków, na których mogłam bezpiecznie wykonać manewry wyprzedzania. Docenienia wymaga też współpraca z kierowcami - zarówno samochodu pilotującego autobus, jaki i samego autobusu. Panowie - serdecznie dziękuję za pomoc!

Miłym zaskoczeniem było dla mnie, gdy jeszcze w fabryce zaproponowano mi, abyśmy zrobili na trasie fotostop. Gdy kierowcy podali, gdzie możemy go zrobić - oniemiałam. Od razu przytaknęłam. Otóż zaproponowali miejsce, w którym w 2014 r. odbył się mój urodzinowy przejazd autobusem. Wiedziałam więc, iż można zrobić tam ciekawe zdjęcia. Jedno z z nich wyszło tak:


Oczywiście autobus ruszył z miejsca jako pierwszy. Stąd też cały czas 'siedziałam mu na ogonie'.


Zastanawiałam się tylko, jak ten autobus wyprzedzić, abym na bazę dotarła jako pierwsza. Znałam trasę i wiedziałam, że wykonanie takiego manewru będzie niezwykle trudne. Duży ruch, krótkie odcinki, na których można wyprzedzać. Kilkaset metrów przed Chludowem udało mi się 'wypruć' do przodu. Na bazę dosłownie wleciałam, zaparkowałam auto gdzie bądź, chwyciłam aparat w dłoń, wyskoczyłam z samochodu i... nawet nie zdążyłam zaplanować jakiegoś sensownego kadru, gdy w bramie właśnie ukazał się autobus. Pokażę więc inne, też mało sensowne zdjęcie (ale i tak o niebo ciekawsze), które zrobiłam tuż po zaparkowaniu autobusu:


Przyjazd autobusu był sporym wydarzeniem w firmie. Prawie wszyscy pracownicy przerwali wykonywane zadania i przyszli na plac, aby podziwiać nowy nabytek. Jednak co się dziwić? Poprzedni fabrycznie nowy autobus pojawił się tutaj 9 lat temu. Ponadto, mając na uwadze jubileusz firmy, jest to urodzinowy prezent. Nie mógł więc przejechać przez plac niepostrzeżenie. Kiedy jednak wszelkie 'ochy i achy' się skończyły, a autobus został odstawiony na miejsce postojowe, mogłam znów wkroczyć do akcji. Cel - zrobić kolejne zdjęcie do 'rodzinnego albumu' Czerwonego. Oto efekt:


Więcej zdjęć Solarisa można zobaczyć na TWB -> klik. Zapraszam. :)

środa, 27 stycznia 2016

Trockenwald.

W poprzednim wpisie rozpoczęłam opisywanie walorów gminy Czerwonak. Tym razem chciałabym poświęcić kilka słów gminie, z którą moja osoba jest szczególnie kojarzona. Oczywiście chodzi o gminę Suchy Las. 

Mój pierwszy, w pełni zapamiętany, kontakt z tymi terenami miał miejsce jeszcze w czasach, gdy chodziłam do szkoły podstawowej. Moja ówczesna przyjaciółka zaprosiła mnie na działkę swoich rodziców. Działka znajdowała się w Jelonku. Pamiętam, jak dziś, że rodzice przyjaciółki zawieźli nas tam swoją Škodą Favorit. To auto miało lakier w kolorze... No, właśnie... nie mogę sobie przypomnieć nazwy fabrycznej, ale było to coś w rodzaju: "kamień księżycowy". Przyznam, że Favoritka wywołała wówczas na mnie takie wrażenie, że... obiecałam sobie, iż w życiu nie pozwolę, aby moi Rodzice kupili taki wynalazek. Tej obietnicy dotrzymałam, jednak życie płata figle. Kilka lat temu na jakiś czas stałam się kierowcą Favoritki, ale... o tym wspomnę przy innej okazji.

W 1998 r. na sucholeskim cmentarzu został pochowany mój dziadek (babcia dołączyła do niego 9 lat później). Do dzisiaj mnie to zastanawia, dlaczego tak się stało. Dziadkowie nie mieli nic wspólnego z Suchym Lasem, a jednak los właśnie tutaj zapewnił im wieczny odpoczynek... Przypadek?

Kolejny ważny moment to rok 1999. Wówczas moja rodzina związała się z tą gminą 'na papierze'. Później (około 2005 r.) zostałam miłośniczką komunikacji. Zaczęłam fotografować sucholeskie autobusy. W większości przypadków spotykałam się z pozytywnymi reakcjami kierowców. Również osoby zarządzające firmą z uśmiechem na twarzy podchodziły do tego, co robię. Z biegiem lat, po odbyciu wielu podróży po kraju i Europie, uznałam, że tutejsza społeczność jest najsympatyczniejszą z tych, które udało mi się poznać. Stąd też pokochałam ZKP Suchy Las. W wolnym czasie staram się uwieczniać na matrycy aparatu wszystkie ważne momenty w dziejach firmy. Co z tego mam? Satysfakcję, że w ten sposób współtworzę historię. Uwieczniam zagadnienia, o których mało kto słyszał. Znalazłam swoją niszę.

Oczywiście nie ograniczam się tylko do jednej tematyki. Uczestniczę w rajdach rowerowych, które są już stałym punktem w kalendarzu rowerzystów. Rajd im. Wojciecha Bogusławskiego, Rajd Herbowy, Pieczona Pyra - jednym tchem mogę wymienić te najważniejsze. Każdy ma swój klimat, każdy propaguje inne zagadnienie, każdy jest dla mnie ważny. Na rajdzie Bogusławskiego zawsze wypatruję, jakie atrakcje tym razem zapewni Centrum Kultury. Są koncerty, przedstawienia, pokazy tańców, wystawy. Co roku coś nowego, fascynującego. Prawdziwy raj dla fotografa. Na Herbowym mogę wykazać się wiedzą o gminie. Z kolei na Pyrze jest okazja do wzięcia udziału w konkursach sprawnościowych. Można porozmawiać ze znajomymi i podsumować rowerowy rok. Nie ukrywam, że często staram się na jednym zdjęciu połączyć wszystkie te zagadnienia. Oto kilka efektów:

Rajd im. Wojciecha Bogusławskiego -> klik

Rajd Herbowy -> klik

Lubię także poznawać walory przyrodniczo-krajobrazowe tych okolic. Swego czasu promowałam je na nieistniejącym już dzisiaj portalu "tutej.pl". Jedyną pozostałością po tamtej aktywności jest mój artykuł, skopiowany przez interię. Można się z nim zapoznać tutaj -> klik. Zdaję sobie sprawę, iż nie są to wyżyny dziennikarstwa. Mimo to ten tekst zainteresował wiele osób, które dotychczas nie miały pojęcia o istnieniu tak ciekawego rezerwatu. Chyba nie muszę dodawać, że jest to jedno z moich ulubionych miejsc spacerowych? :)

W miarę możliwości staram się brać udział w uroczystościach odbywających się na terenie gminy. Do najważniejszych zaliczam: rocznicę wybuchu II wojny światowej oraz święto niepodległości. Ta pierwsza odbywa się w Łagiewnikach (dawnej wsi, która została wchłonięta w teren poligonu Biedrusko). Tutaj jest zawsze skuteczny wabik dla mnie. Część uczestników przyjeżdża na pokładach autobusów ZKP Suchy Las. W tej sytuacji nie może mnie tam zabraknąć. Ktoś przecież musi to sfotografować. ;) Nawet stworzyłam na TWB tag, pod który wrzucam zdjęcia z tego wydarzenia (oczywiście mam zdjęcia z innych lat, ale ich jeszcze nie opublikowałam) -> klik.

Natomiast ta druga uroczystość ma miejsce przy figurze NMP w Golęczewie. Prawie co roku temu wydarzeniu towarzyszy  rajd rowerowy, gdzie na mecie czekają m.in. rogale marcińskie. Mniam. ;) Dowód, że tam bywam? Proszę bardzo -> klik. Ta nieśmiała nimfa w 2:36 to ja. ;)
Chcecie być na bieżąco z informacjami dotyczącymi gminy? Przyznam, że jeden link nie załatwi sprawy. Zacznę więc od najważniejszego -> klik. Pod nim kryje się najistotniejsza strona o gminie. Znajdziecie tam mnóstwo dalszych odnośników. Nie wskazuję niczego więcej, gdyż sami będzie wiedzieli najlepiej, czego chcecie się jeszcze dowiedzieć.

Na terenie gminy wydawane są dwie gazety. Za najważniejszą uważana jest "Gazeta Sucholeska" -> link. Drugim istotnym pismem jest "Sucholeski. Magazyn mieszkańców gminy" -> klik.
Gmina ma nawet swoją telewizję -> klik.
Jeżeli chcecie poczytać trochę opinii samych mieszkańców i osób mających wpływ na to, co dzieje się w gminie, zajrzyjcie tutaj -> klik.

Nie mogę też nie wspomnieć o Centrum Kultury i Bibliotece Publicznej w Suchym Lesie -> klik. Tym bardziej, że ostatnimi czasy coraz częściej zapoznaję się z ich ofertą. Ale o tym napiszę w kolejnym wpisie. :)

W Suchym Lesie są także: Gminny Ośrodek Kultury oraz Park Wodny Octopus, jednak pozostają one raczej poza moim kręgiem zainteresowań.
A teraz, aby tym dość długim tekstem choć trochę nawiązać do Czerwonego, zamieszczę zdjęcie, które zrobiłam w tym roku. Czerwony zapozował na tle filii Szkoły Podstawowej im. Wojciecha Bogusławskiego w Suchym Lesie. Budynek został oddany do użytku w 2014 r. Chcecie zaglądnąć do środka? Kliknijcie tutaj -> klik. :)


2.01.2016 r., Suchy Las, ul. Konwaliowa.

piątek, 1 stycznia 2016

Sylwestrowy nowy rok.

Spotkanie rodzinne Czerwonego -> klik przypomniało mi, że kiedyś w mojej głowie zrodził się pewien projekt. Otóż postanowiłam sfotografować Czerwonego w towarzystwie innych Wartburgów oraz Trabantów, które można spotkać w Poznaniu i okolicach.

Tworząc więc nową tradycję, postanowiłam, że w sylwestrowy wieczór nadrobię kilka całorocznych zaległości. Dlaczego tradycję? Rok wcześniej podobnie spędziłam wieczór -> kilk.

Jednak to popołudnie zaczęło się od polowania na zupełnie inny pojazd. Korzystając z tego, że wyszłam wcześniej z pracy i było jeszcze jasno, a ja miałam aparat przy sobie - ruszyłam na trasę linii 902. W ciągu dnia dostałam informację, że można na tej linii spotkać autobus, którego nie udało się mi jeszcze sfotografować poza bazą firmy, do której on należy. Jednak łatwo nie było. Pierwsze podejście było zdecydowanie nieudane. Jedyne sensowne zdjęcie, jakie dałam radę wykonać, prezentuje się tak:


Przebicie się przez samochody w tym miejscu graniczyło z cudem. Fakt faktem - zbyt rzadko tutaj bywam i nie pomyślałam, że w ostatni dzień roku ludzie z niespotykanym wręcz natężeniem będą okupować tutejszy market. Nie tracąc czasu, wróciłam do samochodu i pognałam za autobusem, myśląc jednocześnie o miejscu, w którym z większym spokojem da mu się zrobić zdjęcie. Udało się to uczynić dopiero w Suchym Lesie. Ostatecznie dotarłam na pętlę, aby złapać jeszcze autobus od tyłu. Gdy zaparkowałam na poboczu i wysiadłam z auta, okazało się, że w naszą stronę jedzie autobus linii 901. Tego nawet nie przewidziałam. Na 'totalnym spontanie' wymyśliłam kadr, w którym udało mi się złapać wszystkie pojazdy jednocześnie. Dobrze, że wcześniej zdążyłam podpiąć obiektyw szerokokątny. ;)


Następnie pognałam do Poznania, jednocześnie na trasie robiąc kilka zdjęć autobusowi na linii 902. Gdy zadanie wykonałam - postanowiłam... wrócić do Suchego Lasu. Miałam od razu pojechać na osiedle Grzybowe w Złotnikach. Jednak, gdy zauważyłam, jaki zachód słońca się szykuje, postanowiłam podjechać w jedno miejsce, z którego się takie widoki z przyjemnością ogląda. Traf chciał, że akurat obok przejeżdżał autobus linii 902, którego chwilę wcześniej fotografowałam w Poznaniu. :)


Nie mogłam też odmówić sobie zdjęcia z panoramą Suchego Lasu. W oddali widać od lewej: kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, Galerię Sucholeską, Centrum Kultury i Bibliotekę Publiczną. Pomiędzy tymi dwoma ostatnimi budynkami, nieco bliżej nas wystaje daszek znajdujący się nad remizą OSP Suchy Las. Lubię wracać do tego miejsca. Podziwiać, jak zmienia się na przestrzeni lat. Może kiedyś pokuszę się, aby odkopać stare zdjęcia, gdzie nie ma galerii, ośrodka kultury wraz z biblioteką, a na polu rośnie zboże i kwitną czerwone maki...


Po tych kilku romantycznych chwilach oraz refleksją, iż właśnie podziwiam ostatni zachód słońca w 2015 r., postanowiłam ruszyć w dalszą drogę. Dotarłam na 'Grzybka' (tak potocznie mówi się na to osiedle). Liczyłam, że auto, które chciałam tutaj spotkać, będzie akurat stało przed domem. Miałam szczęście!



 Idąc za ciosem - postanowiłam podjechać do jeszcze jednego auta. Wszak - trzeba było w końcu uwiecznić samochód, o którym wspomniałam w tym wpisie -> klik.


Tym samym jest to już drugi czerwony Wartburg, z którym udało się zapozować. Następnie pojechałam sprawdzić, czy auto, które widziałam, gdy wyszłam z pracy, stoi jeszcze w tamtym miejscu. Po dotarciu na parking nie dowierzałam w moje szczęście. Stał!


Tym samym do zaliczenia został mi jeszcze jeden punkt, który przewidziałam na ten wieczór. Wiedziałam jednak, że nie uda mi się zrobić takiego zdjęcia, jakie zaplanowałam kilkanaście tygodni temu. Przejeżdżając kilka dni wcześniej zauważyłam, że samochód został przeparkowany i 'ukryty' z tyłu. Ale co to dla mnie? ;) Wpasowałam się Czerwonym tak, aby udało się złapać chociaż fragment jego kolegi. Zaległości udało się nadrobić! W jedno popołudnie! :)


Robiło się późno, a mój grafik był nadal napięty. Wszak sfotografowanie Czerwonego nie było jedynym celem tego dnia. Chciałam jeszcze powtórzyć coś, co udało się uczynić rok wcześniej. Tym razem postawiłam jednak na uwiecznienie ostatniego kursu linii 905 w roku 2015 r. Miałam jeszcze trochę czasu, więc podjechałam w okolice dworca PKS, aby upewnić się, gdzie można tam obecnie legalnie zaparkować samochód. Następnie udałam się na 'przerwę techniczną' do domu. Na trasie spotkałam autobus mojego ukochanego przewoźnika. Spokojnie - to owszem była linia 905, ale jeszcze nie jej ostatni kurs tego dnia. ;)


Na ul. Księcia Mieszka I mijałam się z innym autobusem linii nr 905. Mignęło mi, że był to wóz #9113. Tak sobie pomyślałam, że jak on się trafi jako ostatni to... Będzie ciekawe przypieczętowanie tego dnia. Dlaczego? Gdy rano przyszłam do pracy, na komputerze pojawiła się informacja, iż moje hasło wygaśnie za... 13 dni. To mnie jeszcze nie ruszyło, ale jak się okazało, że ostatniemu dokumentowi, jaki utworzyłam tego dnia, musiałam nadać numer 113 i sprawa, którą obsłużyłam, jako ostatnią miała numer 13/13... Na szczęście (?) na ostatnim kursie linii 905 pojawił się wóz #9120. Problem (?) sam się rozwiązał. ;)


Motyw rowerowy nie pojawił się bez powodu. Następnego dnia planowałam wziąć udział w spotkaniu noworocznym nad jeziorem Rusałka. Pomimo mrozu i prószącego śniegu, udało się to uczynić. Tutaj możecie zapoznać się z fotorelacją z tego wydarzenia -> klik.

Ledwo zrobiłam zdjęcie, trzeba było się zwijać. Raz - chciałam ten autobus sfotografować jeszcze gdzieś na trasie. Dwa - nie mogłam spóźnić się na ostatni kurs linii 902. Oczekując na trasie na autobus właśnie tej linii, przypomniałam sobie, że miałam coś jeszcze w tym roku sfotografować. Chodziło o przystanek autobusowy na Morasku. Czy mi się wydaje, czy tam w środku wymalowana jest wielka liczba 13? ;) Jeśli widzicie tam tylko zygzaki błyskawicy, to może przy tej interpretacji zostańcie. Ja i tak jestem pewna, że to 13. Na lewo od liczby jest to napisane słownie ("Poznańska Czarna Trzynastka"). ;) Co się kryje pod tym hasłem? Zobaczcie tu -> klik. :)


Niestety zdjęcia autobusu nie udało się zrobić. Autobus zbyt krótko stał na przystanku. Pognałam więc na pętlę w Suchym Lesie. Wiedziałam, że jest tam fatalne oświetlenie, ale... liczyłam na cud. Jednak tym razem nie nastąpił. ;) Wróciłam więc do Poznania. Stąd właśnie miał ruszyć ostatni liniowy autobus ZKP Suchy Las w 2015 r. Tym razem nie było problemu z oświetleniem, a zdjęcie prezentuje się tak:


Gdy autobus ruszał, była godzina 22:40. Powoli musiałam pomyśleć o miejscu, w którym chciałabym przywitać Nowy Rok, jednocześnie mogąc zrobić ciekawe zdjęcie. Objechałam pół miasta, aż ostatecznie wylądowałam przy rondzie Kaponiera. Północ powitałam w takich 'okolicznościach przyrody':


Wiele osób, pytając się mi, jak spędziłam sylwestra, nie mogło pojąć, dlaczego nie bawiłam się ze znajomymi, sącząc różnego rodzaju napoje. Odpowiadając, zwracałam uwagę, że nie ma nigdzie zapisanego takiego przykazu. Fakt faktem - znajomych mam niewielu. Jednak spowodowane jest to głównie tym, że stawiam na jakość, a nie ilość. Poza tym - czy naprawdę trzeba robić to, co wszyscy? Realizujmy plany, które sprawią nam przyjemność. Ja wróciłam do domu bardzo szczęśliwa. Na drugi dzień nie miałam problemu z bólem głowy i dałam jeszcze radę wybrać się na rower. Nie mam czego żałować. :)

Czerwony zrobił tego dnia ok. 100 km.
Tegoroczne podróże zamknął z wynikiem na liczniku: 96 635 km (kilka z tych km nakręciłam już w 2016).

czwartek, 31 grudnia 2015

Święta, święta i po... 2015 roku.

Miałam nic nie pisać o świętach, ale... Życie, jak zwykle, samo to zweryfikowało.
W okresie świątecznym chciałam zająć się domem, upiec ciasto, przyozdobić choinkę. Generalnie - przypomnieć sobie, że pomimo męskich pasji, tam w środku jestem kobietą, która potrzebuje rodzinnego ciepła.
Wysprzątałam klatkę schodową, umyłam okna, uporządkowałam moje lokum. Nic nie wskazywało, aby ten czas 'zaburzyły' moje zainteresowania. Jednak wszystko do czasu...
Pierwszy sygnał pojawił się podczas przedświątecznych zakupów. Podjechałam do jednego centrum handlowego. Gdy zbliżyłam się do wejścia... Na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech, a w głowie już kotłowały się myśli, jakby tutaj skadrować to, co ujrzałam. Jednak nie zrobiłam żadnego zdjęcia. Raz, że nie miałam ze sobą aparatu. Dwa - mój pomysł wymagał ustawienia obok mojego Czerwonego. W tym czasie było to nierealne. Za dużo ludzi, za dużo samochodów. Wszak trwał szał zakupów. Postanowiłam wtedy, że podjadę tutaj w jakiś spokojniejszy dzień, licząc na to, że to, co zobaczyłam, będzie jeszcze tutaj stało...

Najpierw jednak musiałam zrealizować trochę tych domowych obowiązków. Wrócę do tematu ciasta. W tym roku postawiłam na coś nowoczesnego. Przepis zdobyłam na początku grudnia. Ciacho mi się spodobało, bo kolorystycznie przypominało mi... choinkę z bobkami. Jednak, gdy już je upiekłam, spojrzałam na nie innym okiem i nagle mnie olśniło. Ten zestaw kolorystyczny wydał mi się tak znajomy. Co prawda nie zgadzają się proporcje tych kolorów, ale... czy nie przypomina to Wam malowania autobusów ZKP Suchy Las? :D Tak, wiem. Mam czasami bujną wyobraźnię. ;) À propos lasu. Czy muszę dodawać, że to ciasto nazywa się "Leśne runo"? ;)



Dom był przygotowany do świąt. Wigilia już za nami. W drugi dzień świąt postanowiłam więc wrócić do tematu obiektu, który spotkałam kilka dni wcześniej przed centrum handlowym. Postanowiłam zrobić prezent... Czerwonemu i zabrać go na spotkanie z... jego rodziną. :) Kogóż to odwiedził? Otóż samego kuzyna Złomka! Jeżeli nie kojarzycie filmu animowanego "Cars" oraz postaci Złomka, to odsyłam Was tutaj -> klik.



Później zabrałam Czerwonego na małą przejażdżkę. Chciałam porobić kilka zdjęć w centrum miasta. Zaparkowałam nieopodal placu postojowego PKS. Gdy wysiadłam, nie zwróciłam uwagi na to, co się znajdowało po drugiej stronie samochodu. Jednak, gdy wróciłam ze zdjęć i podeszłam od strony pasażera, mój wzrok przykuł... właz od studzienki. Reklamował on jubileusz firmy wodociągowej. Czasami zastanawia mnie to towarzyszące mi szczęście. Mam tylko nadzieję, że nie będzie mnie ono opuszczało do końca moich dni. :)



niedziela, 6 grudnia 2015

św. Mikołaj

W zeszłym roku z okazji 'okrągłych' urodzin zorganizowałam imprezę komunikacyjną -> klik.
W tym roku postanowiłam... nie planować nic szczególnego. Ja wiem, że 31 jest odwrotnością 13, ale nie przesadzajmy. To nie jest powód do świętowania. Jednak, mimo wszystko, chciałam, aby ten dzień nieco różnił się od pozostałych. Pomógł mi w tym... św. Mikołaj.

W jednym z poprzednich wpisów wspomniałam, iż fascynuje mnie Wierzenica i jej historia -> klik.
Przeglądając różne materiały, natrafiłam na informację, iż co roku odbywa się odpust w wierzenickim kościele. Przypomnę, że ten kościół jest pod wezwaniem św. Mikołaja. Traf chciał, że w tym roku Mikołajki wypadły dokładnie w niedzielę. Tak więc już dawno zaplanowałam, że będę uczestniczyć w tym odpuście. Wszak to mój obowiązek - jakom ja Mikołajka. :)


Oczywiście nie było mowy, abym nie zabrała Czerwonego ze sobą. Musiał mi towarzyszyć w tym ciekawym wydarzeniu.

Z powodu małej zawieruchy w domu, na miejsce dojechałam na ostatnią chwilę. O miejscu siedzącym generalnie mogłam zapomnieć. Z resztą - nie zależało mi na nim. Mam jeszcze w miarę młode nogi. Mogę postać. ;) Poza tym udało mi się zająć świetne miejsce stojące - byłam niemalże w centrum wydarzeń. Miałam też niebywałe szczęście, iż stał obok mnie Pan Włodzimierz Buczyński (jego fotorelację możecie podziwiać tutaj -> klik), który swym fotograficznym, reporterskim zacięciem dodawał mi odwagi, abym mu w tym wtórowała. A, że miałam ze sobą aparat fotograficzny...

Poniżej zamieszczam kilka zdjęć z mszy św. Była ona o tyle niezwykła, iż wystąpiło na niej wielu znamienitych gości. Jak widać - przyciągnęło to spory tłum 'publiczności'.



Mszę odprawili: ksiądz Michał Mietliński (przy mikrofonie) oraz ksiądz Waldemar Twardowski (siedzący w tle po lewej stronie).


Gdy pod koniec mszy ksiądz chciał już błogosławić wiernych, nagle ksiądz proboszcz Przemysław Kompf zawołał coś w rodzaju: "Moment, moment. Nie zapomniałeś o czymś? Zobacz, a któż to tu do nas idzie?". W tym momencie wszyscy obecni w kościele skierowali swój wzrok w stronę bocznego wejścia. Dzieci zaczęły krzyczeć: "Święty Mikołaj, święty Mikołaj!". Zrobił się gwar. Zrobiło się wesoło.

Udało mi się poczynić dość ciekawe zdjęcie. Po lewej stronie widać 'żywą' postać Mikołaja. Natomiast wprawne oko wypatrzy w tle figurę z pastorałem - to również (św.) Mikołaj. :)


Dziwi Was tak kolejka do św. Mikołaja? Nie? Mnie też nie dziwi. Któż by nie chciał otrzymać odrobinę słodkości. Ja nawet nie 'startowałam' w tej kwestii. Za stara jestem. Na pewno by mnie przegoniono. ;)

Po wyjściu z kościoła 'pomiętoliłam' trochę Bestię (przypominam, iż jest to lokalny psiak). Następnie podeszłam do Rodziców, aby zamienić 'trzy słowa'. Rozmawialiśmy, rozmawialiśmy, rozmawialiśmy... Stałam tyłem do kościoła. Coś mnie nagle tknęło i się odwróciłam... Dojrzałam, że właśnie z kościoła wyszedł Mikołaj. No nie mogłam tego sobie odpuścić! Przeprosiłam Rodziców i co sił w nogach wróciłam przed kościół, aby poczynić poniższe zdjęcie. Uff...

Muszę również przyznać, że w tym wszystkim nie zabrakło wątku muzycznego. Mszę uświetnił występ chóru parafii Matki Bożej Różańcowej z poznańskiego Zielińca. Napiszę krótko - nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam możliwość posłuchania tak dobrego chóru! A wierzcie mi - trochę się ich już w życiu nasłuchałam. To była poezja dla uszu! Moi Rodzice, którzy również uczestniczyli w tej mszy, nie mogli wyjść z podziwu dla nich. 

To wszystko sprawiło, że już w tym momencie ten dzień stał się wyjątkowy. Jeszcze długo nie zapomnę tych pięknych chwil. :)

Nie mogło oczywiście zabraknąć pamiątkowego zdjęcia. Panna Mikołajka w dniu św. Mikołaja na tle kościoła pw. św. Mikołaja... (wiem, wiem - to już lekka przesada, ale w dniu urodzin chyba mogłam sobie pozwolić na odrobię szaleństwa, nieprawdaż?) Nawet kolor lakieru Czerwonego idealnie wpisał się w to święto. ;)


Tym razem jednak postanowiłam nie wierzeniczyć w tutejszej Aleii Filozofów, tylko oddać się medytacjom za kółkiem Czerwonego. Udałam się więc w dalszą podróż. Traf chciał, że przejeżdżałam obok miejsc, w które zawitaliśmy rok temu autobusem. Postanowiłam więc zajechać tam Czerwonym i zrobić kilka pamiątkowych zdjęć. Konkretnie chodzi o Łukowo koło Obornik Wielkopolskich. Kadry i pora dnia są nieco inne, ale da się znaleźć wspólne obiekty na tych zdjęciach. Poniżej zamieszczam te porównania:

A tak prezentuje się nocna wersja tego miejsca - w nieco innym kadrze -> klik.
 
 Wersja nocna -> klik.

Następnie pojechałam na bazę ZKP Suchy Las. Wiedziałam, że do firmy dotarł już najnowszy nabytek. Jednak wcześniej nie miałam czasu, aby tam zawitać. Uznałam więc, że sprawię sobie sama prezent w postaci możliwości sfotografowania tego 'nowego' autobusu. Oto efekt -> klik.

P.S. Tego dnia zapomniałam zabrać se sobą moich CD. Byłam więc skazana na słuchanie radia, ale coś wyjątkowo gubiło ono zasięg i trafiałam tylko na klimaty typu 'zetki' i inne 'eski'. Mam nadzieję, że już nigdy nie zapomnę zabrać mojego etui z płytami...;)