Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobus. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 lutego 2016

Pociąg.

Tytuł wpisu dedykuję Marcinowi, który kiedyś nagrał niezwykle poruszający film o pociągu. Od tamtego czasu wyraz "pociąg" nabrał bardziej kontemplacyjnego znaczenia. ;)

No, dobrze, a co Czerwony ma wspólnego z pociągiem? Dowiecie się, jak przeczytacie opis mojej kolejnej wyprawy. Jednak najpierw cofnę się nieco w czasie.

Od wielu lat przyglądałam się temu pojazdowi. Od wielu lat stał w tym samym miejscu. Nigdy nie widziałam go w ruchu, aż... Dokładnie na dzień przed moim egzaminem na prawo jazdy kat. D zobaczyłam go. W ruchu! Po ręką miałam tylko telefon, więc zdjęcie jest mało wybitne, ale jakie to ma w tym momencie znaczenie? Dobrze, że akurat trafiłam na czerwone światło. Normalnie nie dowierzałam. Co więcej - uznałam to za dobry znak. Stwierdziłam, że skoro po tylu latach obserwacji spotkałam tego Ziła w ruchu - to musiał być znak. Uznałam, że to oznacza, iż następnego dnia zdam egzamin. Jak już wiadomo - moja przepowiednia sprawdziła się. :)


28.05.2015 r. Poznań, ul. Garbary.


Nie wspomniałam o tym wątku wcześniej, gdyż chciałam najpierw zrobić wspólne zdjęcie z Czerwonym - w miejscu, w którym na co dzień można spotkać tę ciężarówkę. Zajęło mi to pół roku, ale w końcu mogę napisać: tadaaa!

17.01.2016 r., Poznań, ul. Naramowicka.


Co ciekawe - na kursie na autobus często przejeżdżałam 'moim' czerwonym MANem obok tego pojazdu. Instruktor zawsze mi przypominał o lusterkach, abym, broń Boże, nie zahaczyła. ;) Na egzaminie też tędy pomykałam Autosanem...

Wystarczy tych sentymentów. Wróćmy do mojego Wartburghini. :) Skoro już ruszyłam Czerwonego na wycieczkę, postanowiłam podjechać nim w miejsce, które odkryłam tej zimy.

W 2015 r. była planowana tutaj wycieczka Ikarusem. Punktem kulminacyjnym miał być fotostop tego autobusu na tle estakady kolejowej. Niestety, impreza nie wypaliła. Na szczęście mam swój zabytkowy pojazd i nie muszę się na nikogo oglądać. :P 

Najpierw objechałam ten teren na rowerze. Jak już odkryłam, jak dojechać tutaj samochodem - przyjechałam Czerwonym. Autko ustawiłam w odpowiedni sposób i zaczęłam sesję. Było mroźnie. Na szczęście nie padało. Dookoła cisza. Można było kontemplować i upajać się spokojem.


Aż tu nagle... Coś zaczęło szumieć. Od razu pomyślałam, że to może jakiś pociąg się zbliża, bo dźwięk był co najmniej nietypowy. Nie chciałam jednak uwierzyć w swoje szczęście. To przecież niemożliwe, żeby akurat teraz pociąg stukotał po torach. Do tego wiatr się wzmógł i zaczął sypać śnieg. Nie za dużo tego wszystkiego na raz? :D

Dźwięk się nasilał. Po jego rozchodzeniu się w przestrzeni oceniłam, że to na pewno pociąg i uznałam, że jedzie w moim kierunku. Spojrzałam na górę - ha, ha, ha. Jedzie! Nie ukrywam, że zgodnie z zasadami fotografii komunikacyjnej, sknociłam to zdjęcie. Nie robiłam zdjęć seryjnych (ach, te przyzwyczajenia z fotografii analogowej), a na tym kadrze, który Wam prezentuję - lokomotywa 'wjechała' w słup. Na swoją obronę mam tylko to, że wiatr 'zmroził' mi palce i moja reakcja w temacie wciśnięcia spustu migawki była opóźniona. Nie zmienia to faktu, że miałam niesamowitego fuksa. Z tej estakady korzystają jedynie pociągi towarowe. Składy osobowe pojawiają się tutaj przy okazji jakiś imprez komunikacyjnych, czyli raz na ruski rok. Bez znajomości rozkładu jazdy pociągów towarowych, nie ma co liczyć na zdjęcie z pociągiem. Naprawdę miałam szczęście. :)


Ogarnąwszy temat estakady, zapakowałam się do samochodu i pomknęłam dalej. Kolejnym celem był... Trabant. Wypatrzyłam go jakiś czas temu. Stoi on w Suchym Lesie. Biedaczek wrósł się nieco w teren. :(
Odkryłam go też przez przypadek. Niedawno w tym rejonie był wytyczony objazd dla autobusów. Przy okazji poznałam kilka uliczek, o których istnieniu wcześniej nie wiedziałam. Krążąc po nich i 'rozkminiając' kolejne połączenia drogowe, moją uwagę odwrócił właśnie ten Trabant. Wcześniej nie miałam czasu, aby zatrzymać się koło niego. Skoro więc teraz znalazłam chwilkę na zrobienie sesji Czerwonemu...



niedziela, 10 stycznia 2016

Czerwone serce.

Dzisiejszy tytuł wpisu ma wiele ukrytych znaczeń. Zapewne z powodu daty publikacji, pomyślicie, że chodzi o "wielkie granie", które odbywa się już po raz 24. I coś w tym jest - jednak o tym napiszę na samym końcu.

Jeżdżąc ostatnio samochodem wpadłam na pomysł, aby zacząć opisywać podróże szlakiem Czerwonego, czyli trasy przemierzone za kółkiem mojego Wartburghini, bądź... związane z kolorem czerwonym. Będzie to też okazja, aby wrócić do myśli przewodniej tego bloga. Muszę przyznać, że ostatnio dość mocno odbiegłam tematyką od tego zamysłu. Mam tylko nadzieję, że nie zanudziłam Was moimi wywodami o muzyce, gadżetach i... pieczeniu ciast. ;)

Najpierw jednak ciekawostka, którą już dawno chciałam sfotografować. Opisywaną dzisiaj wyprawę zacznę od... wizyty w myjni samochodowej. Musiałam zmyć sól, która się ostatnio nazbierała na samochodzie. Przy okazji sfotografowałam znak, na którym przedstawiono... No, właśnie! Nie uważacie, że na tym logo odwzorowano bryłę Wartburga? Może nie idealnie, ale jest równie kanciata. ;)


Gdy autko nabrało już blasku, wsiadłam za kółko i pognałam dalej. Raz - chciałam Czerwonego nieco osuszyć, dwa - spieszyłam się, aby w pewnym miejscu zrobić kilka zdjęć autobusów. Z powodu budowy wiaduktu, który będzie przebiegał nad torami kolejowymi, wyznaczono tam ciekawy objazd. W ramach dodatkowych atrakcji zapewniono kilka wąskich zakrętów po 90 stopni ze znakami drogowymi w skrajni. Interesujące dla fotografa. Dla kierowców, zwłaszcza większych pojazdów, jest to naprawdę spore wyzwanie. Nie będę Was zamęczać całą fotosesją, którą tutaj wykonałam. Zamieszczę tylko 3 zdjęcia, aby zobrazować, jak praca kierowcy autobusu jest czasami trudna. Ciekawe, ile sekund zajęło kierowcy samochodu osobowego znalezienie biegu wstecznego? ;) Dodam, że w ciągu 45 min. przemknęły przez ten 'odcinek specjalny' trzy eLki kat. C z przyczepą. Kursanci mięli więc do zaliczenia niezły 'poligon'.




Wracając do tematu wpisu. Serce zazwyczaj kojarzy się nam z kolorem czerwonym. Pomijając kwestie anatomiczne, łączymy też ten symbol z miłością. Miłość to otaczanie kogoś czułością, troskliwością, serdecznością. Czerwony ostatnio zaznał tych wszystkich uczuć. :)

Czy Wy to widzicie? Pytacie pewnie: "A co mamy widzieć?". Przyznam, że podobnie zareagowałam, jak usłyszałam takie pytanie.

Kilka dni temu 'pożyczyłam' Czerwonego jego właścicielowi. Gdy autko do mnie wróciło, usłyszałam właśnie podobne pytanie. Przyznaję szczerze - od razu zapytałam: "tylko mi nie mów, że znów jakąś kolizję zaliczył?". Gdy usłyszałam przeczącą odpowiedź i przyglądnęłam się autku - oniemiałam. Nie dowierzałam oczom! Prawie łzy mi poleciały. Łzy radości.

Czy Wy widzicie te drzwi kierowcy? Nie ma 'wgniotu'! Udało się to 'wyklepać'. Nie sądziłam, że człowiekowi tak niewiele potrzeba do szczęścia. Taki prezent jest dla mnie lepszy niż bombonierka czy bukiet kwiatów (choć jednym i drugim nie pogardzę ;) ). Chwilę później dowiedziałam się jeszcze, że w autku zostało usprawnionych kilka innych rzeczy (rozrusznik, linka hamulca). Panowie - serdecznie dziękuję! Bardzo! :)

Korzystając z tego, że w końcu nie muszę się głowić, jak zrobić zdjęcie, aby ukryć te felerne drzwi, bezczelnie ustawiłam Czerwonego tak, aby je uwiecznić na zdjęciu.

Uznałam, że gmina Czerwonak z racji koloru, z jakim jej nazwa się kojarzy, będzie idealna na inaugurację. 
Tablica widoczna w tle rozpoczyna cykl: "Szlakiem Czerwonego".  Po prawej stronie tej tablicy zostały opisane główne atrakcje, które można spotkać na terenie gminy. Dzisiaj zabiorę Was do tej, którą widać w prawym dolnym narożniku.


Jednak najpierw musimy zostawić samochód na parkingu. Wbrew pozorom - nawet tam można spotkać coś interesującego. Najpierw zaprezentuję niepozorne zdjęcie. Nic ciekawego, prawda? Parking, jak parking. Śmietniki, jak śmietniki.


Ale po odwróceniu się o 180 stopni...


 ... naszym oczom ukazuje się nieczęsto spotykany widok. Widzieliście kiedyś sweter dla drzewa?


Dokąd Was dzisiaj przyprowadziłam? Witam Was przy "Dziewiczej Bazie". Obiekt powstał w 2014 r. Pamiętam czasy, jak tutaj "nie było niczego". Znalezienie miejsca dla samochodu stanowiło czasami wyzwanie. Teraz mamy spory parking, miejsce na ognisko, cafe bistro... No, ale dość tej reklamy. Wszak cel wyprawy jest nieco dalej.



Tak, tak, tak. Zdecydowanie musimy podążyć zgodnie ze znakiem. Idziemy do wieży widokowej. :)


Ale hola, hola. Nie tak łatwo. Nie tak prosto. Zanim dotrzemy do wieży, musimy się chwilę wyciszyć, uspokoić, nabrać dystansu. Posłuchać śpiewu ptaków. Wróć! Z tymi ptakami nieco przesadziłam. Przecież mamy zimę. ;) 

Spójrzcie jednak na drogę. Macie wrażenie, że jesteście w górach? I pomyśleć, że znajdujemy się zaledwie10 km na północny wschód od Poznania. :)


Dokąd się tak wspinamy? Na Dziewiczą Górę! Po dotarciu na szczyt możemy pochwalić się, że wdrapaliśmy się na 143 m n.p.m. Dodam też, że Dziewicza Góra jest drugim po Górze Moraskiej (154 m n.p.m.) wzniesieniem moreny czołowej stadiału poznańskiego. 

Ale można wejść jeszcze wyżej! Do tego służy wieża widokowa. Jej całkowita wysokość wynosi 40 m. Natomiast taras widokowy usytuowany jest na wysokości 30 m. Do pokonania są 172 stopnie. Tego dnia była zamknięta. Jednak wcześniej byłam do góry kilkukrotnie i zapewniam, że rozpościera się stamtąd ciekawy widok. Przy sprzyjającej pogodzie i... teleobiektywie podpiętym do aparatu fotograficznego, można zaobserwować nawet elewator w Gądkach! Dla nietutejszych - polecam 'rzucenie okiem' na mapę. ;)


Dziewicza Góra znajduje się na terenie Parku Krajobrazowego "Puszcza Zielonka". Mam sentyment do tego miejsca. Rodzice często przywozili mnie tutaj na niedzielne spacery. Miłe wspomnienia tkwią we mnie do dnia dzisiejszego. Obecnie, z racji przynależności do koła rowerowego PTTK „Viator” im. Ryszarda Walerycha w Czerwonaku, czuję się w obowiązku, aby tę puszczę poznawać dalej i pokazywać jej piękno kolejnym pokoleniom.

W związku z tym podjęłam trop i ruszyłam dalej. :)


Na szczęście na swej trasie nie spotkałam wilków. Choć teoretycznie jest to możliwe. Niedawno media obiegła informacja, że w okolicach Biedruska widziano te zwierzęta -> klik.

Natomiast natrafiłam na ślady bytności innych stworzeń. Spójrzcie na ten dąb:




Nie wytrzymam. Muszę wtrącić wątek muzyczny. Jednak robię to tylko po to, aby lepiej zobrazować kolejne zdjęcia. Posłuchajcie tego utworu -> klik. Najlepiej od fragmentu 1:11. ;)

Przy okazji znalazłam ciekawe wykonanie tej piosenki -> klik. Tylko uważajcie na pisk na końcu. ;> 




Gdybyście chcieli dotrzeć do tego 'domu korników', to podpowiadam, że znajduje się on przy pewnym szlaku. Jakim? Podpowiedź ukryłam na kolejnym zdjęciu. :)


Idąc dalej docieramy do jednego z moich ulubionych punktów w tej części Puszczy Zielonka. Uwielbiam widok na tę dolinę. Teraz, gdy nie ma liści, można dość dobrze pokazać to miejsce na zdjęciu.


Gdy wróciłam do samochodu, przypomniało mi się, że rano nabyłam... pewne czerwone serduszka. Było już ciemno, więc postanowiłam podjechać w jakieś dobrze oświetlone miejsce, aby móc zrobić im zdjęcia. Wybór padł na parking pewnego centrum handlowego. Nie, nie - nie jestem, z tych co weekend spędzają na 'shopingu'. Choć nie ukrywam, że lubię odwiedzać to centrum handlowe. Dlaczego? Można tutaj 'poszaleć' trochę za kółkiem samochodu. Pochylnie między piętrami są wręcz do tego stworzone. Dowód - zdjęcie zrobiłam na najwyżej położonym poziomie. Wszak - im wyżej się wjedzie, tym będzie więcej zabawy przy pokonywaniu kolejnych pochylni. ;)


Patrząc na lusterka Czerwonego można uznać, że tego dnia faktycznie był otoczony miłością. ;)


Jak widzicie - w tym roku Czerwony też 'zagrał'. W przenośni, ale nie tylko. Otóż cały dzień towarzyszyła mi płyta (a w zasadzie dwie), którą otrzymałam niedawno od wiernej Czytelniczki bloga. Kochana - bardzo Tobie dziękuję! Z kronikarskiego obowiązku - do listy, którą zamieściłam w tym wpisie -> klik, dopisuję kolejną płytę zespołu Perfect "Z archiwum Polskiego Radia. Nagrania koncertowe z 1981 roku". Tym samym mogę napisać, że to był Perfect'cyjny dzień. :)

piątek, 1 stycznia 2016

Sylwestrowy nowy rok.

Spotkanie rodzinne Czerwonego -> klik przypomniało mi, że kiedyś w mojej głowie zrodził się pewien projekt. Otóż postanowiłam sfotografować Czerwonego w towarzystwie innych Wartburgów oraz Trabantów, które można spotkać w Poznaniu i okolicach.

Tworząc więc nową tradycję, postanowiłam, że w sylwestrowy wieczór nadrobię kilka całorocznych zaległości. Dlaczego tradycję? Rok wcześniej podobnie spędziłam wieczór -> kilk.

Jednak to popołudnie zaczęło się od polowania na zupełnie inny pojazd. Korzystając z tego, że wyszłam wcześniej z pracy i było jeszcze jasno, a ja miałam aparat przy sobie - ruszyłam na trasę linii 902. W ciągu dnia dostałam informację, że można na tej linii spotkać autobus, którego nie udało się mi jeszcze sfotografować poza bazą firmy, do której on należy. Jednak łatwo nie było. Pierwsze podejście było zdecydowanie nieudane. Jedyne sensowne zdjęcie, jakie dałam radę wykonać, prezentuje się tak:


Przebicie się przez samochody w tym miejscu graniczyło z cudem. Fakt faktem - zbyt rzadko tutaj bywam i nie pomyślałam, że w ostatni dzień roku ludzie z niespotykanym wręcz natężeniem będą okupować tutejszy market. Nie tracąc czasu, wróciłam do samochodu i pognałam za autobusem, myśląc jednocześnie o miejscu, w którym z większym spokojem da mu się zrobić zdjęcie. Udało się to uczynić dopiero w Suchym Lesie. Ostatecznie dotarłam na pętlę, aby złapać jeszcze autobus od tyłu. Gdy zaparkowałam na poboczu i wysiadłam z auta, okazało się, że w naszą stronę jedzie autobus linii 901. Tego nawet nie przewidziałam. Na 'totalnym spontanie' wymyśliłam kadr, w którym udało mi się złapać wszystkie pojazdy jednocześnie. Dobrze, że wcześniej zdążyłam podpiąć obiektyw szerokokątny. ;)


Następnie pognałam do Poznania, jednocześnie na trasie robiąc kilka zdjęć autobusowi na linii 902. Gdy zadanie wykonałam - postanowiłam... wrócić do Suchego Lasu. Miałam od razu pojechać na osiedle Grzybowe w Złotnikach. Jednak, gdy zauważyłam, jaki zachód słońca się szykuje, postanowiłam podjechać w jedno miejsce, z którego się takie widoki z przyjemnością ogląda. Traf chciał, że akurat obok przejeżdżał autobus linii 902, którego chwilę wcześniej fotografowałam w Poznaniu. :)


Nie mogłam też odmówić sobie zdjęcia z panoramą Suchego Lasu. W oddali widać od lewej: kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, Galerię Sucholeską, Centrum Kultury i Bibliotekę Publiczną. Pomiędzy tymi dwoma ostatnimi budynkami, nieco bliżej nas wystaje daszek znajdujący się nad remizą OSP Suchy Las. Lubię wracać do tego miejsca. Podziwiać, jak zmienia się na przestrzeni lat. Może kiedyś pokuszę się, aby odkopać stare zdjęcia, gdzie nie ma galerii, ośrodka kultury wraz z biblioteką, a na polu rośnie zboże i kwitną czerwone maki...


Po tych kilku romantycznych chwilach oraz refleksją, iż właśnie podziwiam ostatni zachód słońca w 2015 r., postanowiłam ruszyć w dalszą drogę. Dotarłam na 'Grzybka' (tak potocznie mówi się na to osiedle). Liczyłam, że auto, które chciałam tutaj spotkać, będzie akurat stało przed domem. Miałam szczęście!



 Idąc za ciosem - postanowiłam podjechać do jeszcze jednego auta. Wszak - trzeba było w końcu uwiecznić samochód, o którym wspomniałam w tym wpisie -> klik.


Tym samym jest to już drugi czerwony Wartburg, z którym udało się zapozować. Następnie pojechałam sprawdzić, czy auto, które widziałam, gdy wyszłam z pracy, stoi jeszcze w tamtym miejscu. Po dotarciu na parking nie dowierzałam w moje szczęście. Stał!


Tym samym do zaliczenia został mi jeszcze jeden punkt, który przewidziałam na ten wieczór. Wiedziałam jednak, że nie uda mi się zrobić takiego zdjęcia, jakie zaplanowałam kilkanaście tygodni temu. Przejeżdżając kilka dni wcześniej zauważyłam, że samochód został przeparkowany i 'ukryty' z tyłu. Ale co to dla mnie? ;) Wpasowałam się Czerwonym tak, aby udało się złapać chociaż fragment jego kolegi. Zaległości udało się nadrobić! W jedno popołudnie! :)


Robiło się późno, a mój grafik był nadal napięty. Wszak sfotografowanie Czerwonego nie było jedynym celem tego dnia. Chciałam jeszcze powtórzyć coś, co udało się uczynić rok wcześniej. Tym razem postawiłam jednak na uwiecznienie ostatniego kursu linii 905 w roku 2015 r. Miałam jeszcze trochę czasu, więc podjechałam w okolice dworca PKS, aby upewnić się, gdzie można tam obecnie legalnie zaparkować samochód. Następnie udałam się na 'przerwę techniczną' do domu. Na trasie spotkałam autobus mojego ukochanego przewoźnika. Spokojnie - to owszem była linia 905, ale jeszcze nie jej ostatni kurs tego dnia. ;)


Na ul. Księcia Mieszka I mijałam się z innym autobusem linii nr 905. Mignęło mi, że był to wóz #9113. Tak sobie pomyślałam, że jak on się trafi jako ostatni to... Będzie ciekawe przypieczętowanie tego dnia. Dlaczego? Gdy rano przyszłam do pracy, na komputerze pojawiła się informacja, iż moje hasło wygaśnie za... 13 dni. To mnie jeszcze nie ruszyło, ale jak się okazało, że ostatniemu dokumentowi, jaki utworzyłam tego dnia, musiałam nadać numer 113 i sprawa, którą obsłużyłam, jako ostatnią miała numer 13/13... Na szczęście (?) na ostatnim kursie linii 905 pojawił się wóz #9120. Problem (?) sam się rozwiązał. ;)


Motyw rowerowy nie pojawił się bez powodu. Następnego dnia planowałam wziąć udział w spotkaniu noworocznym nad jeziorem Rusałka. Pomimo mrozu i prószącego śniegu, udało się to uczynić. Tutaj możecie zapoznać się z fotorelacją z tego wydarzenia -> klik.

Ledwo zrobiłam zdjęcie, trzeba było się zwijać. Raz - chciałam ten autobus sfotografować jeszcze gdzieś na trasie. Dwa - nie mogłam spóźnić się na ostatni kurs linii 902. Oczekując na trasie na autobus właśnie tej linii, przypomniałam sobie, że miałam coś jeszcze w tym roku sfotografować. Chodziło o przystanek autobusowy na Morasku. Czy mi się wydaje, czy tam w środku wymalowana jest wielka liczba 13? ;) Jeśli widzicie tam tylko zygzaki błyskawicy, to może przy tej interpretacji zostańcie. Ja i tak jestem pewna, że to 13. Na lewo od liczby jest to napisane słownie ("Poznańska Czarna Trzynastka"). ;) Co się kryje pod tym hasłem? Zobaczcie tu -> klik. :)


Niestety zdjęcia autobusu nie udało się zrobić. Autobus zbyt krótko stał na przystanku. Pognałam więc na pętlę w Suchym Lesie. Wiedziałam, że jest tam fatalne oświetlenie, ale... liczyłam na cud. Jednak tym razem nie nastąpił. ;) Wróciłam więc do Poznania. Stąd właśnie miał ruszyć ostatni liniowy autobus ZKP Suchy Las w 2015 r. Tym razem nie było problemu z oświetleniem, a zdjęcie prezentuje się tak:


Gdy autobus ruszał, była godzina 22:40. Powoli musiałam pomyśleć o miejscu, w którym chciałabym przywitać Nowy Rok, jednocześnie mogąc zrobić ciekawe zdjęcie. Objechałam pół miasta, aż ostatecznie wylądowałam przy rondzie Kaponiera. Północ powitałam w takich 'okolicznościach przyrody':


Wiele osób, pytając się mi, jak spędziłam sylwestra, nie mogło pojąć, dlaczego nie bawiłam się ze znajomymi, sącząc różnego rodzaju napoje. Odpowiadając, zwracałam uwagę, że nie ma nigdzie zapisanego takiego przykazu. Fakt faktem - znajomych mam niewielu. Jednak spowodowane jest to głównie tym, że stawiam na jakość, a nie ilość. Poza tym - czy naprawdę trzeba robić to, co wszyscy? Realizujmy plany, które sprawią nam przyjemność. Ja wróciłam do domu bardzo szczęśliwa. Na drugi dzień nie miałam problemu z bólem głowy i dałam jeszcze radę wybrać się na rower. Nie mam czego żałować. :)

Czerwony zrobił tego dnia ok. 100 km.
Tegoroczne podróże zamknął z wynikiem na liczniku: 96 635 km (kilka z tych km nakręciłam już w 2016).