Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Škoda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Škoda. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 listopada 2016

Retro Motor Show.


Udział w tych targach był ciekawym wydarzeniem w moim życiu. Oczywiście głównym celem było obejrzenie Wartburgów (wiedziałam, że jeden na pewno będzie). Jednak świadomość, że pod jednym dachem będę mogła spotkać sporo starych samochodów... mmhhhmmm... :) Poza tym - na targach miały też pojawić się zabytkowe autobusy. Czy jeszcze jakiś wabik był dla mnie potrzebny?  Ależ skąd!

Ledwo weszliśmy do hali, a mój wzrok przykuł... czerwony Wartburg. Spędziłam przy nim chyba z 15 minut wpatrując się w niego i wzdychając. Kiedy mój Czerwony będzie choć w połowie wyglądał tak dobrze, jak ten? P.S. 13. w numerze rejestracyjnym rozbawiło mnie do łez. ;D



Jedno, czym Czerwony 'przebija' tego Wartburga, to osiągi. Czerwony ma 58 KM, a jego Vmax to 160 km/h. :) Ale co się dziwić - Czerwony jest nowszą wersją Wartburga. :)


Jak widać - Wartburg był wystawiony w doborowym towarzystwie.



Obok Wartburgów i Trabantów znalazło się też miejsce dla Poloneza i Fiata. Swoją drogą - widzicie numer taborowy tej taksówki? :D Dla młodszych pokoleń, które mogą nie kojarzyć, skąd ta replika się tutaj wzięła -> klik. Dodatkowo podlinkowuję to -> klik.


Nieopodal stał kolejny obiekt moich westchnień. Co prawda, nie jestem miłośniczką francuskiej myśli technicznej, ale Citroën DS (-> klik) od zawsze wzbudzał moje zainteresowanie. Moim marzeniem jest możliwość przejażdżki tym wynalazkiem. Choćby nawet jako pasażerka tylnego siedzenia. ;)


W tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z Citroën'em DS 20.


W przerwie od podziwiania pojazdów w skali 1:1, zatrzymałam się na krótką chwilę przy gablotce z modelami. Lubię takie wystawy, gdyż miniatury samochodów są wdzięcznym obiektem do fotografowania. :)




Ciekawostką wśród tych modelików było Duo. Pamiętacie je jeszcze z ulic? Co prawda nadal można je spotkać na ulicach, ale jest to rzadszy widok, niż Wartburg w ruchu. ;)


Podczas tych targów interesującym miejscem był dział poświęcony renowacji samochodów. Przyznaję, że spędziłam tutaj sporo czasu. Przyglądałam się efektom poszczególnych firm (większość z nich wystawiła jakieś 'reklamowe' samochody/części po dokonanej przez nie renowacji). Niektórym się dziwiłam, bo patrząc na efekty ich pracy, wiedziałam, że na pewno nie zgłoszę się do nich z moim samochodem. ;) Natomiast jedna firma tak mnie pozytywnie zaszokowała swoimi wyremontowanymi pojazdami, że zabrałam wszelkie ulotki, aby w domu na spokojnie poczytać i zapoznać się z jej ofertą. Teraz trzeba tylko w totka wygrać. ;)

Poniżej zamieszczam jeden z przykładów prezentowanych przez firmy renowacyjne:


Przechadzając się po hali w pewnym momencie wryło mnie. Stanęłam. Zrobiłam zdjęcie telefonem i od razu wysłałam do Rodziców. Renault 10!!! Rodzice takiego mieli. To był pierwszy samochód, który zapamiętałam w moim dzieciństwie (choć Rodzice posiadali wcześniej już inne różne wynalazki, ale mnie wtedy na świecie nie było). Takim, tylko, że białym, podróżowałam po Polsce, jako mała dziewczynka. Aż się łza w oku zakręciła...


Jak już wspomniałam wcześniej - jakoś szczególnie nie pałam miłością do francuskich samochodów (choć podoba mi się ich linia nadwozia), ale z racji tego, że mój Tato jest miłośnikiem samochodów marki Renault, mam sentyment do tych samochodów. Całe moje dzieciństwo to 'renówki'. Najpierw była 'dziesiątka', później 11. Następnie w naszej rodzinie pojawiło się Renault 19. Do dzisiaj nie mogę odżałować, że Rodzice sprzedali 'dziewiętnastkę'. Na szczęście została po niej... kaseta magnetofonowa, z którą Rodzice kupili ten samochód. :D Później było Renault Megane w kolorze zieleni szmaragdowej, a obecnie Rodzice posiadają Renault Clio. Żeby nie było -  w międzyczasie przewinęły się dwa Fiaty 126p, ale szczególnie po drugim, Tato stwierdził, że woli nie mieć samochodu, niż jeździć takim... (nie zacytuję). ;) Reasumując - czy ja mogę obojętnie przejść obok Renault? Nie! ;)

Kawałek dalej stał samochód, przy którym również spędziłam dłuższą chwilę. Co, jak co - ale ten samochód nie jest mi obcy. Jednak teraz nie będę rozpisywała się o "smerfnym wozie" -> klik. Będzie ku temu jeszcze inna, lepsza okazja. :)


Pominę, że "smerfny" stał w naprawdę świetnym towarzystwie!


W drugim rzędzie stały samochody, które mają coś wspólnego z Wartburgami. Zastanawiacie się, co łączy Porsche z Wartburgiem? Wybaczcie, ale w dzisiejszym wpisie Wam tego nie zdradzę. ;)


 Rzut 'z lotu ptaka' na dział ze 'smerfnym' Wartburgiem. Godnie, godnie!



W następnej hali zaczęło mi brakować tchu. Nie, nie - nie było duszno. Po prostu moje oczy zobaczyły stado zabytkowych autobusów. Gdy do mózgu dotarło to, co oczy mu przekazały...
Niestety zdjęć autobusów nie zaprezentuję, gdyż kręciło się wokół tych pojazdów tylu ludzi, że nie było szans na porządne fotografie. Poza tym - były trochę kiepsko ustawione, więc kadry i tak nie byłyby rewelacyjne. Prezentuję tylko jedno foto, aby pokazać, w jaki sposób rozdzielono halę.



A za 'ścianą' autobusów stały... Syreny i Warszawy z Nekli. No kto by pomyślał! Świat jest mały. ;)


Samochody były dość gęsto upakowane, więc miałam co robić, żeby jako tako je sfotografować, ale kilka kadrów nadaje się do publikacji. :)






Żeby było śmieszniej? Jaki samochód stał 'po sąsiedzku'?


Nie będę się rozpisywać. Możecie sami przeczytać:


Jednak to nie był koniec ciekawostek. Spore zainteresowanie wzbudził dział z pojazdami związanymi ze strażą pożarną. Sympatycznie wygląda Syrenka w takim malowaniu, prawda?


Gdy sądziłam, że widzieliśmy już wszystkie interesujące pojazdy i można by zbierać się do domu, nagle zobaczyłam ten samochód:


Škoda Forman! Aż mi się 'moja' Favoritka przypomniała! Co, jak co - ale ten rozdział mojego życia muszę kiedyś opisać na blogu. Ciekawe zdjęcia powstały, gdy jeździłam czeską myślą techniczną. Chętnie podzielę się nimi z moimi Czytelnikami. :)


Na koniec jeszcze taka ciekawostka. Żałuję, że nie zdobyłam takiego kubka. Interesująco prezentowałby się na moim biurku. :)


Po opuszczeniu hal naszym oczom ukazał się jeszcze taki widoczek. Niecodzienne zestawienie - m.in. właśnie dla takich spotkań warto wybrać się na tego typu targi. :)


środa, 27 stycznia 2016

Trockenwald.

W poprzednim wpisie rozpoczęłam opisywanie walorów gminy Czerwonak. Tym razem chciałabym poświęcić kilka słów gminie, z którą moja osoba jest szczególnie kojarzona. Oczywiście chodzi o gminę Suchy Las. 

Mój pierwszy, w pełni zapamiętany, kontakt z tymi terenami miał miejsce jeszcze w czasach, gdy chodziłam do szkoły podstawowej. Moja ówczesna przyjaciółka zaprosiła mnie na działkę swoich rodziców. Działka znajdowała się w Jelonku. Pamiętam, jak dziś, że rodzice przyjaciółki zawieźli nas tam swoją Škodą Favorit. To auto miało lakier w kolorze... No, właśnie... nie mogę sobie przypomnieć nazwy fabrycznej, ale było to coś w rodzaju: "kamień księżycowy". Przyznam, że Favoritka wywołała wówczas na mnie takie wrażenie, że... obiecałam sobie, iż w życiu nie pozwolę, aby moi Rodzice kupili taki wynalazek. Tej obietnicy dotrzymałam, jednak życie płata figle. Kilka lat temu na jakiś czas stałam się kierowcą Favoritki, ale... o tym wspomnę przy innej okazji.

W 1998 r. na sucholeskim cmentarzu został pochowany mój dziadek (babcia dołączyła do niego 9 lat później). Do dzisiaj mnie to zastanawia, dlaczego tak się stało. Dziadkowie nie mieli nic wspólnego z Suchym Lasem, a jednak los właśnie tutaj zapewnił im wieczny odpoczynek... Przypadek?

Kolejny ważny moment to rok 1999. Wówczas moja rodzina związała się z tą gminą 'na papierze'. Później (około 2005 r.) zostałam miłośniczką komunikacji. Zaczęłam fotografować sucholeskie autobusy. W większości przypadków spotykałam się z pozytywnymi reakcjami kierowców. Również osoby zarządzające firmą z uśmiechem na twarzy podchodziły do tego, co robię. Z biegiem lat, po odbyciu wielu podróży po kraju i Europie, uznałam, że tutejsza społeczność jest najsympatyczniejszą z tych, które udało mi się poznać. Stąd też pokochałam ZKP Suchy Las. W wolnym czasie staram się uwieczniać na matrycy aparatu wszystkie ważne momenty w dziejach firmy. Co z tego mam? Satysfakcję, że w ten sposób współtworzę historię. Uwieczniam zagadnienia, o których mało kto słyszał. Znalazłam swoją niszę.

Oczywiście nie ograniczam się tylko do jednej tematyki. Uczestniczę w rajdach rowerowych, które są już stałym punktem w kalendarzu rowerzystów. Rajd im. Wojciecha Bogusławskiego, Rajd Herbowy, Pieczona Pyra - jednym tchem mogę wymienić te najważniejsze. Każdy ma swój klimat, każdy propaguje inne zagadnienie, każdy jest dla mnie ważny. Na rajdzie Bogusławskiego zawsze wypatruję, jakie atrakcje tym razem zapewni Centrum Kultury. Są koncerty, przedstawienia, pokazy tańców, wystawy. Co roku coś nowego, fascynującego. Prawdziwy raj dla fotografa. Na Herbowym mogę wykazać się wiedzą o gminie. Z kolei na Pyrze jest okazja do wzięcia udziału w konkursach sprawnościowych. Można porozmawiać ze znajomymi i podsumować rowerowy rok. Nie ukrywam, że często staram się na jednym zdjęciu połączyć wszystkie te zagadnienia. Oto kilka efektów:

Rajd im. Wojciecha Bogusławskiego -> klik

Rajd Herbowy -> klik

Lubię także poznawać walory przyrodniczo-krajobrazowe tych okolic. Swego czasu promowałam je na nieistniejącym już dzisiaj portalu "tutej.pl". Jedyną pozostałością po tamtej aktywności jest mój artykuł, skopiowany przez interię. Można się z nim zapoznać tutaj -> klik. Zdaję sobie sprawę, iż nie są to wyżyny dziennikarstwa. Mimo to ten tekst zainteresował wiele osób, które dotychczas nie miały pojęcia o istnieniu tak ciekawego rezerwatu. Chyba nie muszę dodawać, że jest to jedno z moich ulubionych miejsc spacerowych? :)

W miarę możliwości staram się brać udział w uroczystościach odbywających się na terenie gminy. Do najważniejszych zaliczam: rocznicę wybuchu II wojny światowej oraz święto niepodległości. Ta pierwsza odbywa się w Łagiewnikach (dawnej wsi, która została wchłonięta w teren poligonu Biedrusko). Tutaj jest zawsze skuteczny wabik dla mnie. Część uczestników przyjeżdża na pokładach autobusów ZKP Suchy Las. W tej sytuacji nie może mnie tam zabraknąć. Ktoś przecież musi to sfotografować. ;) Nawet stworzyłam na TWB tag, pod który wrzucam zdjęcia z tego wydarzenia (oczywiście mam zdjęcia z innych lat, ale ich jeszcze nie opublikowałam) -> klik.

Natomiast ta druga uroczystość ma miejsce przy figurze NMP w Golęczewie. Prawie co roku temu wydarzeniu towarzyszy  rajd rowerowy, gdzie na mecie czekają m.in. rogale marcińskie. Mniam. ;) Dowód, że tam bywam? Proszę bardzo -> klik. Ta nieśmiała nimfa w 2:36 to ja. ;)
Chcecie być na bieżąco z informacjami dotyczącymi gminy? Przyznam, że jeden link nie załatwi sprawy. Zacznę więc od najważniejszego -> klik. Pod nim kryje się najistotniejsza strona o gminie. Znajdziecie tam mnóstwo dalszych odnośników. Nie wskazuję niczego więcej, gdyż sami będzie wiedzieli najlepiej, czego chcecie się jeszcze dowiedzieć.

Na terenie gminy wydawane są dwie gazety. Za najważniejszą uważana jest "Gazeta Sucholeska" -> link. Drugim istotnym pismem jest "Sucholeski. Magazyn mieszkańców gminy" -> klik.
Gmina ma nawet swoją telewizję -> klik.
Jeżeli chcecie poczytać trochę opinii samych mieszkańców i osób mających wpływ na to, co dzieje się w gminie, zajrzyjcie tutaj -> klik.

Nie mogę też nie wspomnieć o Centrum Kultury i Bibliotece Publicznej w Suchym Lesie -> klik. Tym bardziej, że ostatnimi czasy coraz częściej zapoznaję się z ich ofertą. Ale o tym napiszę w kolejnym wpisie. :)

W Suchym Lesie są także: Gminny Ośrodek Kultury oraz Park Wodny Octopus, jednak pozostają one raczej poza moim kręgiem zainteresowań.
A teraz, aby tym dość długim tekstem choć trochę nawiązać do Czerwonego, zamieszczę zdjęcie, które zrobiłam w tym roku. Czerwony zapozował na tle filii Szkoły Podstawowej im. Wojciecha Bogusławskiego w Suchym Lesie. Budynek został oddany do użytku w 2014 r. Chcecie zaglądnąć do środka? Kliknijcie tutaj -> klik. :)


2.01.2016 r., Suchy Las, ul. Konwaliowa.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Czego słucha się w Wartburgu?

To jest dobre pytanie. Oczywiście powinnam napisać, że... dźwięków dobiegających od pracującego silnika. Jednak Czerwony nie jest dwusuwem, więc jego serce nie wydaje charakterystycznego "będę, nie będę". Nie powiem - lubię często przemierzać kilometry w ciszy, wsłuchując się jedynie w to, co dobiega spod maski samochodu. Jednak z racji tego, że muzyka nigdy nie była mi obojętna, chętnie włączam sprzęt grający. A wygląda on tak:


Wiem, wiem - stylistycznie pasuje on jak przysłowiowy kwiatek do kożucha. Jednak mam sentyment do tego radia. Jest ono jedną z pamiątek, które pozostały mi po śp. Škodzie Favorit, którą kiedyś jeździłam. Poprosiłam więc Miśka, aby mi zostawił to cudo techniki audio i tym samym sprzęt wylądował w Czerwonym. :) O Škodzie jeszcze na pewno kiedyś napiszę, więc skupmy się teraz na muzyce.

Generalnie mam coś takiego, że jak już zapoznam się z jakimś tematem i później, np. opiszę go na blogu, to nie porzucam tego w otchłań zapomnienia. Chętnie wracam do jakiegoś zagadnienia i próbuję zgłębić je dalej. Tak było w przypadku Wierzenicy, którą opisałam tu -> klik. Co to ma wspólnego z muzyką? Ależ bardzo dużo. Przeglądając różne materiały o tej wsi, natrafiłam na informację, iż niedawno gościem wierzenickiej parafii był Pan Jan Budziaszek -> klik. Zainteresowała mnie ta postać, gdyż... uwielbiam piosenki Skaldów. Ponieważ nie kojarzyłam osoby Pana Jana, poszperałam trochę w Internecie i trafiłam na taki artykuł -> klik. Pomijając wątek religijny, chciałabym skupić Waszą uwagę na fragmencie, gdzie Pan Jan wspomniał o przygotowaniach do festiwalu w Operze Leśnej w Sopocie. Zrozumiał wtedy, że "najważniejsze w sztuce - miłość do sprawy, którą się chce przekazać". To jest dokładnie sens tego, czego ja od dawna szukam w muzyce. Ona daje w pełni to, co powinna, nie gdy stajesz na głowie, ale przekazujesz poprzez nią to, co w sercu Tobie gra.

W nawiązaniu do tego, co napisałam powyżej - w utworach poszczególnych twórców zwracam uwagę nie tylko na melodię, którą one niosą, ale również na teksty. Im bardziej szczere, uczuciowe, tym są cenniejsze dla mnie. Im bardziej 'życiowe', tym bardziej do mnie 'trafiają'. Naprawdę da się wyczuć, czy autor tekstu napisał go tak od serca, czy tylko dla pieniędzy.

Stąd też szczególnie cenię sobie twórczość zespołu Voo Voo. Traf chciał, że w zeszły weekend zaprezentowano krótki materiał o tym zespole i tworzących go muzykach. Zobaczcie sami -> klik. Jak dla mnie - ten zespół tworzą genialni artyści. Inteligentna gra słów w tekstach, rewelacyjne podkłady muzyczne. Miód dla uszu. Co ciekawe - na koncertach na żywo brzmią jeszcze lepiej, niż na płytach. Prawdziwi wirtuozi - a wierzcie mi - rzadko o kim mogę to napisać. Wszak - żeby grać, nie wystarczy być instrumentalistą. Świetnie wyjaśnia to zagadnienie Pan Zbigniew Wodecki w wywiadzie, który możecie zobaczyć tutaj -> klik (ustawiłam, aby filmik rozpoczynał się od właściwego momentu i w zasadzie to, co bym chciała opisać, jest zawarte do 3:50). Nie wystarczy nauczyć się grać na jakimś instrumencie. To trzeba 'czuć', mieć w sobie. Wówczas muzyk staje się wirtuozem i potrafi sam coś tworzyć. Zostaje prawdziwym artystą.

Muzyka od zawsze była dla mnie ważna. Grałam w zespole, śpiewałam w chórach. Moja 'kariera' trwała ok. 10 lat. Poza tym w rodzinie każdy potrafił na czymś grać (na nerwach też ;) ). Chętnie więc zapuszczam się w czeluście muzyczne. Jednak nie mogę zdefiniować, który styl preferuję. Chociaż jestem skłonna wskazać, że w przeważającej większości jest to rock. Słucham przeróżnych rzeczy. Dodam też, że nie wstydzę się przyznać do tego, jakich wykonawców słucham. Wszak to tak, jakbym wstydziła się siebie.

Oto moja płytoteka - podaję w następującej kolejności: wykonawca (wymieniam alfabetycznie) - tytuł płyty (wymieniam zgodnie z rokiem nagrania płyty):
Acid Drinkers - Strip tease
Aerosmith - Rocks
Bajm - Martwa woda
Bajm - Nagie skały
Bajm - Ballady
Bajm - Etna
Bajm - Szklanka wody
Bajm - Myśli i słowa
Banaszak Hanna - Kofta
The Best Blues - ...Ever! 
Bovie David - Hours
Brodka - Granda
Chambao - Chambao
Dąbrowska Ania - W spodniach czy w sukience?
Electric Light Orchestra - A new world record
Electric Light Orchestra - Discovery 
Electric Light Orchestra - Eldorado
Electric Light Orchestra - Out of the Blue
Electric Light Orchestra - Secret messages
Electric Light Orchestra - Time
Hey - Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!
Hey - Unplugged
Jamiroquai - Rock dust light star
Jantar Anna - Złota kolekcja: Radość najpiękniejszych lat, Spocząć
Kiljański Krzysztof - In the Room
Kombii - c.d.
Krall Diana - Love scenes
Kult - Unplugged
Lady Pank - Symfonicznie
Maanam - Złota kolekcja: Kocham Cię kochanie moje, Raz-dwa, raz-dwa
Minogue Kylie - Light Years
Muse - Black holes & revelations
Nirvana - Nevermind
Nohavica Jaromír - Kometa - The best of Nohavica
Nosowska/Osiecka - N/O
Osbourne Ozzy - No more tears
Perfect - Unu
Perfect - Śmigło
Perfect - Live 2001
Perfect - DaDaDam
Queen - Live at Wembley '86
Rusowicz Ania - Genesis 
Sunrise Ave - The big band theory
Szczepanik Piotr - Złota kolekcja: Nigdy więcej
Talk Talk - It's my life
The Who - Who's next
Umer Magda - Koncert sprzed lat
Urszula - The best
Voo Voo - Voo Voo z kobietami
Voo Voo - Różne piosenki
Waglewski Wojciech, Emade, Fisz - Męska muzyka
Wanda i Banda - Platynowa płyta
Wideoteka Dorosłego Człowieka - Na życzenie
Williams Robbie - Sing when you're winning
Williams Robbie - Swings both ways
Wodecki Zbigniew - Złota kolekcja: Zacznij od Bacha
Zaucha Andrzej - Złota kolekcja: Nieobecność, C'est la vie
Zaucha Andrzej - 2 CD z 4-ch kultowych winyli
ZAZ - Recto verso

Niezła mieszanka, nieprawdaż? Dodam, że to nie są wszystkie płyty, jakie posiadam. Jednak tych wymienionych słucham najczęściej. :)

Ostatnio na 'tapecie' niemalże non stop wałkuję twórczość Pana Andrzeja Zauchy, Pani Ani Rusowicz, zespołów: Maanam (cieszę się, że w końcu dorosłam do tych tekstów) oraz Perfect. Często też sięgam po Jamiroquai lub Kult. Przy bardziej melancholijnym nastroju włączam płytę z piosenkami Pana Jaromíra Nohavicy. Z kolei płytę z utworami Pana Piotra Szczepanika dopiero co nabyłam (choć jego twórczość znałam od lat), ale coś czuję, że szybko wejdzie do mojej pierwszej dziesiątki. Płyta ZAZ to też u mnie nowość, ale ona raczej do tej dziesiątki nie trafi...

Wielu płyt brakuje w mojej kolekcji. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego jeszcze nie nabyłam jakiegoś CD Republiki, Skaldów, Meli Koteluk. Muszę też sprawić sobie kolejną płytę Pana Grzegorza Turnau. Co prawda już jedną kiedyś kupiłam, ale po przyjściu ze sklepu do domu ... okazało się, że pudełko było puste (!).

Staram się też sięgać po starsze kawałki. Nie wiem, jak to się stało, że utwór "Welcome to the jungle" zespołu Guns N' Roses odkryłam dopiero jakieś 2 lata temu. Skandal! Muzycznie jest on dla mnie genialny. Kolejnym równie rewelacyjnym jest "House of the Rising Sun" zespołu Animals. No, ale to na szczęście znam już od bardzo, bardzo dawna. :) Kocham także utwór "Jest taki samotny dom" Budki Suflera. Muszę też w końcu wzbogacić kolekcję o twórczość Pidżamy Porno/Strachów na Lachy, O.N.A. oraz Raz, dwa, trzy.

W samochodzie obowiązuje kilka zasad dotyczących słuchania muzyki. Przede wszystkim słucham tego, co pasuje do mojego aktualnego stanu ducha. Jak jestem smutna, to słucham 'smętów', jak radosna - to szukam czegoś energetycznego. Ruszając w dalsze trasy najczęściej sięgam po płyty Perfectu lub Pani Ani Rusowicz. Zwiększam wówczas głośność i gnam przed siebie. Ma to tylko jedną wadę. Kierowcy stojący na pasie obok rozglądają się, co to za dyskoteka stoi nieopodal. Co gorsza - kierowniczka tej dyskoteki śpiewa. Na szczęście dla wszystkich - przy zamkniętych oknach (przynajmniej zimą). ;)


Jednak, żeby nie było. Moich współpasażerów nie zmuszam do słuchania moich klimatów. Jeżeli nie mam nic, co by im odpowiadało, to włączam radio albo... jedziemy w ciszy delektując się pomrukiwaniem silnika. Ewentualnie umilamy sobie podróż żywą dyskusją. Co więcej - zdarzyło mi się kupić płyty pod kątem moich pasażerów. Oczywiście dotyczy to tych, którzy częściej ze mną podróżują. :)

P.S. A co Wy polecacie?