piątek, 31 marca 2017

Czeski film, czyli Különjárat VII.

Kiedy otrzymałam zaproszenie na ten wyjazd, niemalże od razu postanowiłam zrobić prawie wszystko, aby się na niego wybrać. Przeciwności - jak zwykle - trochę było, ale na szczęście udało się je opanować na czas.
Wsiedliśmy w Asterixa i pognaliśmy do Wrocławia. Czas mieliśmy naprawdę dobrze wyliczony. Na miejsce dojechaliśmy ok. 8:50, a zbiórka była o 9:00. :)
Gdy podchodziliśmy do zajezdni, naszym oczom ukazał się cudowny widok. Z bramy budynku, w którym dawniej 'nocowały' tramwaje, właśnie wyjeżdżał nasz imprezowy Ikarus. Większość uczestników była już wewnątrz autobusu, reszta kręciła się wokół pojazdu. Nie pozostało nam nic innego, jak przywitać się ze wszystkimi i przyłączyć do grupy. Wsiedliśmy, zajęliśmy miejsca i już po chwili jechaliśmy przez miasto na pokładzie węgierskiego 'bolidu'. Opuszczając Wrocław ktoś tylko rzucił hasło, aby może jednak nie jechać przez Oławę... Dlaczego? Dla przypomnienia polecam wpis -> klik. Generalnie w rozmowach dominowało hasło: omijać Oławę. ;)
Na trasie było sporo fotostopów. Na miejsce noclegowe dotarliśmy około 17:00. Gdy podjeżdżaliśmy do budynku, w którym mieliśmy nocować, na pobliskim parkingu zauważyłam Wartburga. Na szczęście w ręce trzymałam aparat, więc zrobiłam szybko kilka zdjęć. Co prawda nie są one rewelacyjne, ale innych nie udało mi się wykonać. Gdy wysiedliśmy z autobusu, zanieśliśmy rzeczy do pokoju i wróciłam na parking, aby wykonać lepsze fotografie - samochodu już nie było. :( Jednak czułam, że takie wartburgowe powitanie nie będzie końcem motoryzacyjnych atrakcji dedykowanych mojej osobie podczas tej wyprawy. Wydarzenia dnia następnego tylko to potwierdziły. :)

A zaczęło się tak: rano wyruszyliśmy naszym Ikarusem, aby dojechać do miejsca, gdzie zaparkowany był... inny Ikarus, którym tego dnia mieliśmy podróżować. Gdy grupa zobaczyła, w jakim towarzystwie on tam stacjonuje - niemalże oszaleli z radości. Mnóstwo Ikarusów! Po dłuższej chwili dowiedzieliśmy się, że z Niemiec ma przyjechać jeszcze... jeden Ikarus. Ogólnie tego dnia miała odbyć się impreza trzema Ikarusami! W związku z powyższym część fotografów ustawiła się przy szosie, aby sfotografować niemieckiego Ikarusa. Jednak kolejne minuty mijały, a jego ani widu ani słychu. W międzyczasie sfotografowałam lokalne autobusy. W pewnym momencie Kolega krzyknął do mnie: "Iza, rób zdjęcie. Iza - motyw!". Nie bardzo wiedziałam, o co chodzi, bo miałam tak ustawioną ogniskową (a zdjęcia robię poprzez wizjer), iż moje pole widzenia było mocno ograniczone. Aby zorientować się w sytuacji, odsunęłam na chwilę aparat od oka i... o kurczę BARKAS! :D Wielce się nie zastanawiając, przyłożyłam aparat z powrotem do oka i "rzuciłam' serią zdjęć. Oto jedno z nich:



Po chwili rozmowy z Kolegą doszliśmy do wniosku, że to była zapewne ekipa z Niemiec, która z jakiegoś powodu zamiast Ikarusem, przyjechała na pokładzie Barkasa. Po chwili nasze przypuszczenia zostały potwierdzone. Tym samym - skład imprezowych autobusów został ograniczony, ale... to wcale nie oznaczało, że było przez to mniej interesująco.



Gdy ruszyliśmy w trasę imprezowymi Ikarusami, postanowiłam wykorzystać, iż mogę fotografować drugi autobus poprzez tylną szybę pierwszego. Tym sposobem powstało takie zdjęcie:



Wartburg, Barkas, Trabant - nie uważacie, że tego było już za wiele? Nie! :D

Na jednym z postojów trafiła się kolejna niespodzianka. Akurat, zupełnie przypadkowo, przejeżdżała laweta z zabytkową... Škodą! :D Jak wróciłam do autobusu, to wiele osób śmiało się, że te nietypowe motoryzacyjne spotkania to moja sprawka. Moja osoba przyciąga takie pojazdy. ;)



Następnego dnia, w drodze powrotnej do Polski, zauważyliśmy na trasie nietypowe zachowanie ludzi. Wiele osób, nawet całymi rodzinami, siedziało na nasypach przy autostradzie i ewidentnie czekało na przejazd jakiegoś pojazdu. Jednak nie chodziło o naszego Ikarusa. Jak się później zorientowaliśmy, tego dnia w trasę wyruszył konwój pojazdów NATO. Traf chciał, że spotkaliśmy je na trasie:


 


Gdy widzieliśmy zachowania kierowców tego konwoju, zażartowałam, że jadą do Polski, aby znów się rozbijać na naszych drogach. Uśmiałam się, gdy później przeczytałam artykuł, iż zaliczyli jakieś zdarzenie drogowe. ;)

Na koniec zaprezentuję jeszcze towarzystwo, które dołączyło do nas w ostatni dzień wyjazdu. Cóż - święta tuż, tuż... ;)



Zdjęcia z tego wydarzenia można zobaczyć -> tutaj.

1 komentarz:

  1. Właśnie, jedziemy do Niemiec 30 czerwca po południu.

    OdpowiedzUsuń