Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trabant. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trabant. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 listopada 2016

Retro Motor Show.


Udział w tych targach był ciekawym wydarzeniem w moim życiu. Oczywiście głównym celem było obejrzenie Wartburgów (wiedziałam, że jeden na pewno będzie). Jednak świadomość, że pod jednym dachem będę mogła spotkać sporo starych samochodów... mmhhhmmm... :) Poza tym - na targach miały też pojawić się zabytkowe autobusy. Czy jeszcze jakiś wabik był dla mnie potrzebny?  Ależ skąd!

Ledwo weszliśmy do hali, a mój wzrok przykuł... czerwony Wartburg. Spędziłam przy nim chyba z 15 minut wpatrując się w niego i wzdychając. Kiedy mój Czerwony będzie choć w połowie wyglądał tak dobrze, jak ten? P.S. 13. w numerze rejestracyjnym rozbawiło mnie do łez. ;D



Jedno, czym Czerwony 'przebija' tego Wartburga, to osiągi. Czerwony ma 58 KM, a jego Vmax to 160 km/h. :) Ale co się dziwić - Czerwony jest nowszą wersją Wartburga. :)


Jak widać - Wartburg był wystawiony w doborowym towarzystwie.



Obok Wartburgów i Trabantów znalazło się też miejsce dla Poloneza i Fiata. Swoją drogą - widzicie numer taborowy tej taksówki? :D Dla młodszych pokoleń, które mogą nie kojarzyć, skąd ta replika się tutaj wzięła -> klik. Dodatkowo podlinkowuję to -> klik.


Nieopodal stał kolejny obiekt moich westchnień. Co prawda, nie jestem miłośniczką francuskiej myśli technicznej, ale Citroën DS (-> klik) od zawsze wzbudzał moje zainteresowanie. Moim marzeniem jest możliwość przejażdżki tym wynalazkiem. Choćby nawet jako pasażerka tylnego siedzenia. ;)


W tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z Citroën'em DS 20.


W przerwie od podziwiania pojazdów w skali 1:1, zatrzymałam się na krótką chwilę przy gablotce z modelami. Lubię takie wystawy, gdyż miniatury samochodów są wdzięcznym obiektem do fotografowania. :)




Ciekawostką wśród tych modelików było Duo. Pamiętacie je jeszcze z ulic? Co prawda nadal można je spotkać na ulicach, ale jest to rzadszy widok, niż Wartburg w ruchu. ;)


Podczas tych targów interesującym miejscem był dział poświęcony renowacji samochodów. Przyznaję, że spędziłam tutaj sporo czasu. Przyglądałam się efektom poszczególnych firm (większość z nich wystawiła jakieś 'reklamowe' samochody/części po dokonanej przez nie renowacji). Niektórym się dziwiłam, bo patrząc na efekty ich pracy, wiedziałam, że na pewno nie zgłoszę się do nich z moim samochodem. ;) Natomiast jedna firma tak mnie pozytywnie zaszokowała swoimi wyremontowanymi pojazdami, że zabrałam wszelkie ulotki, aby w domu na spokojnie poczytać i zapoznać się z jej ofertą. Teraz trzeba tylko w totka wygrać. ;)

Poniżej zamieszczam jeden z przykładów prezentowanych przez firmy renowacyjne:


Przechadzając się po hali w pewnym momencie wryło mnie. Stanęłam. Zrobiłam zdjęcie telefonem i od razu wysłałam do Rodziców. Renault 10!!! Rodzice takiego mieli. To był pierwszy samochód, który zapamiętałam w moim dzieciństwie (choć Rodzice posiadali wcześniej już inne różne wynalazki, ale mnie wtedy na świecie nie było). Takim, tylko, że białym, podróżowałam po Polsce, jako mała dziewczynka. Aż się łza w oku zakręciła...


Jak już wspomniałam wcześniej - jakoś szczególnie nie pałam miłością do francuskich samochodów (choć podoba mi się ich linia nadwozia), ale z racji tego, że mój Tato jest miłośnikiem samochodów marki Renault, mam sentyment do tych samochodów. Całe moje dzieciństwo to 'renówki'. Najpierw była 'dziesiątka', później 11. Następnie w naszej rodzinie pojawiło się Renault 19. Do dzisiaj nie mogę odżałować, że Rodzice sprzedali 'dziewiętnastkę'. Na szczęście została po niej... kaseta magnetofonowa, z którą Rodzice kupili ten samochód. :D Później było Renault Megane w kolorze zieleni szmaragdowej, a obecnie Rodzice posiadają Renault Clio. Żeby nie było -  w międzyczasie przewinęły się dwa Fiaty 126p, ale szczególnie po drugim, Tato stwierdził, że woli nie mieć samochodu, niż jeździć takim... (nie zacytuję). ;) Reasumując - czy ja mogę obojętnie przejść obok Renault? Nie! ;)

Kawałek dalej stał samochód, przy którym również spędziłam dłuższą chwilę. Co, jak co - ale ten samochód nie jest mi obcy. Jednak teraz nie będę rozpisywała się o "smerfnym wozie" -> klik. Będzie ku temu jeszcze inna, lepsza okazja. :)


Pominę, że "smerfny" stał w naprawdę świetnym towarzystwie!


W drugim rzędzie stały samochody, które mają coś wspólnego z Wartburgami. Zastanawiacie się, co łączy Porsche z Wartburgiem? Wybaczcie, ale w dzisiejszym wpisie Wam tego nie zdradzę. ;)


 Rzut 'z lotu ptaka' na dział ze 'smerfnym' Wartburgiem. Godnie, godnie!



W następnej hali zaczęło mi brakować tchu. Nie, nie - nie było duszno. Po prostu moje oczy zobaczyły stado zabytkowych autobusów. Gdy do mózgu dotarło to, co oczy mu przekazały...
Niestety zdjęć autobusów nie zaprezentuję, gdyż kręciło się wokół tych pojazdów tylu ludzi, że nie było szans na porządne fotografie. Poza tym - były trochę kiepsko ustawione, więc kadry i tak nie byłyby rewelacyjne. Prezentuję tylko jedno foto, aby pokazać, w jaki sposób rozdzielono halę.



A za 'ścianą' autobusów stały... Syreny i Warszawy z Nekli. No kto by pomyślał! Świat jest mały. ;)


Samochody były dość gęsto upakowane, więc miałam co robić, żeby jako tako je sfotografować, ale kilka kadrów nadaje się do publikacji. :)






Żeby było śmieszniej? Jaki samochód stał 'po sąsiedzku'?


Nie będę się rozpisywać. Możecie sami przeczytać:


Jednak to nie był koniec ciekawostek. Spore zainteresowanie wzbudził dział z pojazdami związanymi ze strażą pożarną. Sympatycznie wygląda Syrenka w takim malowaniu, prawda?


Gdy sądziłam, że widzieliśmy już wszystkie interesujące pojazdy i można by zbierać się do domu, nagle zobaczyłam ten samochód:


Škoda Forman! Aż mi się 'moja' Favoritka przypomniała! Co, jak co - ale ten rozdział mojego życia muszę kiedyś opisać na blogu. Ciekawe zdjęcia powstały, gdy jeździłam czeską myślą techniczną. Chętnie podzielę się nimi z moimi Czytelnikami. :)


Na koniec jeszcze taka ciekawostka. Żałuję, że nie zdobyłam takiego kubka. Interesująco prezentowałby się na moim biurku. :)


Po opuszczeniu hal naszym oczom ukazał się jeszcze taki widoczek. Niecodzienne zestawienie - m.in. właśnie dla takich spotkań warto wybrać się na tego typu targi. :)


piątek, 26 lutego 2016

Pociąg.

Tytuł wpisu dedykuję Marcinowi, który kiedyś nagrał niezwykle poruszający film o pociągu. Od tamtego czasu wyraz "pociąg" nabrał bardziej kontemplacyjnego znaczenia. ;)

No, dobrze, a co Czerwony ma wspólnego z pociągiem? Dowiecie się, jak przeczytacie opis mojej kolejnej wyprawy. Jednak najpierw cofnę się nieco w czasie.

Od wielu lat przyglądałam się temu pojazdowi. Od wielu lat stał w tym samym miejscu. Nigdy nie widziałam go w ruchu, aż... Dokładnie na dzień przed moim egzaminem na prawo jazdy kat. D zobaczyłam go. W ruchu! Po ręką miałam tylko telefon, więc zdjęcie jest mało wybitne, ale jakie to ma w tym momencie znaczenie? Dobrze, że akurat trafiłam na czerwone światło. Normalnie nie dowierzałam. Co więcej - uznałam to za dobry znak. Stwierdziłam, że skoro po tylu latach obserwacji spotkałam tego Ziła w ruchu - to musiał być znak. Uznałam, że to oznacza, iż następnego dnia zdam egzamin. Jak już wiadomo - moja przepowiednia sprawdziła się. :)


28.05.2015 r. Poznań, ul. Garbary.


Nie wspomniałam o tym wątku wcześniej, gdyż chciałam najpierw zrobić wspólne zdjęcie z Czerwonym - w miejscu, w którym na co dzień można spotkać tę ciężarówkę. Zajęło mi to pół roku, ale w końcu mogę napisać: tadaaa!

17.01.2016 r., Poznań, ul. Naramowicka.


Co ciekawe - na kursie na autobus często przejeżdżałam 'moim' czerwonym MANem obok tego pojazdu. Instruktor zawsze mi przypominał o lusterkach, abym, broń Boże, nie zahaczyła. ;) Na egzaminie też tędy pomykałam Autosanem...

Wystarczy tych sentymentów. Wróćmy do mojego Wartburghini. :) Skoro już ruszyłam Czerwonego na wycieczkę, postanowiłam podjechać nim w miejsce, które odkryłam tej zimy.

W 2015 r. była planowana tutaj wycieczka Ikarusem. Punktem kulminacyjnym miał być fotostop tego autobusu na tle estakady kolejowej. Niestety, impreza nie wypaliła. Na szczęście mam swój zabytkowy pojazd i nie muszę się na nikogo oglądać. :P 

Najpierw objechałam ten teren na rowerze. Jak już odkryłam, jak dojechać tutaj samochodem - przyjechałam Czerwonym. Autko ustawiłam w odpowiedni sposób i zaczęłam sesję. Było mroźnie. Na szczęście nie padało. Dookoła cisza. Można było kontemplować i upajać się spokojem.


Aż tu nagle... Coś zaczęło szumieć. Od razu pomyślałam, że to może jakiś pociąg się zbliża, bo dźwięk był co najmniej nietypowy. Nie chciałam jednak uwierzyć w swoje szczęście. To przecież niemożliwe, żeby akurat teraz pociąg stukotał po torach. Do tego wiatr się wzmógł i zaczął sypać śnieg. Nie za dużo tego wszystkiego na raz? :D

Dźwięk się nasilał. Po jego rozchodzeniu się w przestrzeni oceniłam, że to na pewno pociąg i uznałam, że jedzie w moim kierunku. Spojrzałam na górę - ha, ha, ha. Jedzie! Nie ukrywam, że zgodnie z zasadami fotografii komunikacyjnej, sknociłam to zdjęcie. Nie robiłam zdjęć seryjnych (ach, te przyzwyczajenia z fotografii analogowej), a na tym kadrze, który Wam prezentuję - lokomotywa 'wjechała' w słup. Na swoją obronę mam tylko to, że wiatr 'zmroził' mi palce i moja reakcja w temacie wciśnięcia spustu migawki była opóźniona. Nie zmienia to faktu, że miałam niesamowitego fuksa. Z tej estakady korzystają jedynie pociągi towarowe. Składy osobowe pojawiają się tutaj przy okazji jakiś imprez komunikacyjnych, czyli raz na ruski rok. Bez znajomości rozkładu jazdy pociągów towarowych, nie ma co liczyć na zdjęcie z pociągiem. Naprawdę miałam szczęście. :)


Ogarnąwszy temat estakady, zapakowałam się do samochodu i pomknęłam dalej. Kolejnym celem był... Trabant. Wypatrzyłam go jakiś czas temu. Stoi on w Suchym Lesie. Biedaczek wrósł się nieco w teren. :(
Odkryłam go też przez przypadek. Niedawno w tym rejonie był wytyczony objazd dla autobusów. Przy okazji poznałam kilka uliczek, o których istnieniu wcześniej nie wiedziałam. Krążąc po nich i 'rozkminiając' kolejne połączenia drogowe, moją uwagę odwrócił właśnie ten Trabant. Wcześniej nie miałam czasu, aby zatrzymać się koło niego. Skoro więc teraz znalazłam chwilkę na zrobienie sesji Czerwonemu...



piątek, 1 stycznia 2016

Sylwestrowy nowy rok.

Spotkanie rodzinne Czerwonego -> klik przypomniało mi, że kiedyś w mojej głowie zrodził się pewien projekt. Otóż postanowiłam sfotografować Czerwonego w towarzystwie innych Wartburgów oraz Trabantów, które można spotkać w Poznaniu i okolicach.

Tworząc więc nową tradycję, postanowiłam, że w sylwestrowy wieczór nadrobię kilka całorocznych zaległości. Dlaczego tradycję? Rok wcześniej podobnie spędziłam wieczór -> kilk.

Jednak to popołudnie zaczęło się od polowania na zupełnie inny pojazd. Korzystając z tego, że wyszłam wcześniej z pracy i było jeszcze jasno, a ja miałam aparat przy sobie - ruszyłam na trasę linii 902. W ciągu dnia dostałam informację, że można na tej linii spotkać autobus, którego nie udało się mi jeszcze sfotografować poza bazą firmy, do której on należy. Jednak łatwo nie było. Pierwsze podejście było zdecydowanie nieudane. Jedyne sensowne zdjęcie, jakie dałam radę wykonać, prezentuje się tak:


Przebicie się przez samochody w tym miejscu graniczyło z cudem. Fakt faktem - zbyt rzadko tutaj bywam i nie pomyślałam, że w ostatni dzień roku ludzie z niespotykanym wręcz natężeniem będą okupować tutejszy market. Nie tracąc czasu, wróciłam do samochodu i pognałam za autobusem, myśląc jednocześnie o miejscu, w którym z większym spokojem da mu się zrobić zdjęcie. Udało się to uczynić dopiero w Suchym Lesie. Ostatecznie dotarłam na pętlę, aby złapać jeszcze autobus od tyłu. Gdy zaparkowałam na poboczu i wysiadłam z auta, okazało się, że w naszą stronę jedzie autobus linii 901. Tego nawet nie przewidziałam. Na 'totalnym spontanie' wymyśliłam kadr, w którym udało mi się złapać wszystkie pojazdy jednocześnie. Dobrze, że wcześniej zdążyłam podpiąć obiektyw szerokokątny. ;)


Następnie pognałam do Poznania, jednocześnie na trasie robiąc kilka zdjęć autobusowi na linii 902. Gdy zadanie wykonałam - postanowiłam... wrócić do Suchego Lasu. Miałam od razu pojechać na osiedle Grzybowe w Złotnikach. Jednak, gdy zauważyłam, jaki zachód słońca się szykuje, postanowiłam podjechać w jedno miejsce, z którego się takie widoki z przyjemnością ogląda. Traf chciał, że akurat obok przejeżdżał autobus linii 902, którego chwilę wcześniej fotografowałam w Poznaniu. :)


Nie mogłam też odmówić sobie zdjęcia z panoramą Suchego Lasu. W oddali widać od lewej: kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, Galerię Sucholeską, Centrum Kultury i Bibliotekę Publiczną. Pomiędzy tymi dwoma ostatnimi budynkami, nieco bliżej nas wystaje daszek znajdujący się nad remizą OSP Suchy Las. Lubię wracać do tego miejsca. Podziwiać, jak zmienia się na przestrzeni lat. Może kiedyś pokuszę się, aby odkopać stare zdjęcia, gdzie nie ma galerii, ośrodka kultury wraz z biblioteką, a na polu rośnie zboże i kwitną czerwone maki...


Po tych kilku romantycznych chwilach oraz refleksją, iż właśnie podziwiam ostatni zachód słońca w 2015 r., postanowiłam ruszyć w dalszą drogę. Dotarłam na 'Grzybka' (tak potocznie mówi się na to osiedle). Liczyłam, że auto, które chciałam tutaj spotkać, będzie akurat stało przed domem. Miałam szczęście!



 Idąc za ciosem - postanowiłam podjechać do jeszcze jednego auta. Wszak - trzeba było w końcu uwiecznić samochód, o którym wspomniałam w tym wpisie -> klik.


Tym samym jest to już drugi czerwony Wartburg, z którym udało się zapozować. Następnie pojechałam sprawdzić, czy auto, które widziałam, gdy wyszłam z pracy, stoi jeszcze w tamtym miejscu. Po dotarciu na parking nie dowierzałam w moje szczęście. Stał!


Tym samym do zaliczenia został mi jeszcze jeden punkt, który przewidziałam na ten wieczór. Wiedziałam jednak, że nie uda mi się zrobić takiego zdjęcia, jakie zaplanowałam kilkanaście tygodni temu. Przejeżdżając kilka dni wcześniej zauważyłam, że samochód został przeparkowany i 'ukryty' z tyłu. Ale co to dla mnie? ;) Wpasowałam się Czerwonym tak, aby udało się złapać chociaż fragment jego kolegi. Zaległości udało się nadrobić! W jedno popołudnie! :)


Robiło się późno, a mój grafik był nadal napięty. Wszak sfotografowanie Czerwonego nie było jedynym celem tego dnia. Chciałam jeszcze powtórzyć coś, co udało się uczynić rok wcześniej. Tym razem postawiłam jednak na uwiecznienie ostatniego kursu linii 905 w roku 2015 r. Miałam jeszcze trochę czasu, więc podjechałam w okolice dworca PKS, aby upewnić się, gdzie można tam obecnie legalnie zaparkować samochód. Następnie udałam się na 'przerwę techniczną' do domu. Na trasie spotkałam autobus mojego ukochanego przewoźnika. Spokojnie - to owszem była linia 905, ale jeszcze nie jej ostatni kurs tego dnia. ;)


Na ul. Księcia Mieszka I mijałam się z innym autobusem linii nr 905. Mignęło mi, że był to wóz #9113. Tak sobie pomyślałam, że jak on się trafi jako ostatni to... Będzie ciekawe przypieczętowanie tego dnia. Dlaczego? Gdy rano przyszłam do pracy, na komputerze pojawiła się informacja, iż moje hasło wygaśnie za... 13 dni. To mnie jeszcze nie ruszyło, ale jak się okazało, że ostatniemu dokumentowi, jaki utworzyłam tego dnia, musiałam nadać numer 113 i sprawa, którą obsłużyłam, jako ostatnią miała numer 13/13... Na szczęście (?) na ostatnim kursie linii 905 pojawił się wóz #9120. Problem (?) sam się rozwiązał. ;)


Motyw rowerowy nie pojawił się bez powodu. Następnego dnia planowałam wziąć udział w spotkaniu noworocznym nad jeziorem Rusałka. Pomimo mrozu i prószącego śniegu, udało się to uczynić. Tutaj możecie zapoznać się z fotorelacją z tego wydarzenia -> klik.

Ledwo zrobiłam zdjęcie, trzeba było się zwijać. Raz - chciałam ten autobus sfotografować jeszcze gdzieś na trasie. Dwa - nie mogłam spóźnić się na ostatni kurs linii 902. Oczekując na trasie na autobus właśnie tej linii, przypomniałam sobie, że miałam coś jeszcze w tym roku sfotografować. Chodziło o przystanek autobusowy na Morasku. Czy mi się wydaje, czy tam w środku wymalowana jest wielka liczba 13? ;) Jeśli widzicie tam tylko zygzaki błyskawicy, to może przy tej interpretacji zostańcie. Ja i tak jestem pewna, że to 13. Na lewo od liczby jest to napisane słownie ("Poznańska Czarna Trzynastka"). ;) Co się kryje pod tym hasłem? Zobaczcie tu -> klik. :)


Niestety zdjęcia autobusu nie udało się zrobić. Autobus zbyt krótko stał na przystanku. Pognałam więc na pętlę w Suchym Lesie. Wiedziałam, że jest tam fatalne oświetlenie, ale... liczyłam na cud. Jednak tym razem nie nastąpił. ;) Wróciłam więc do Poznania. Stąd właśnie miał ruszyć ostatni liniowy autobus ZKP Suchy Las w 2015 r. Tym razem nie było problemu z oświetleniem, a zdjęcie prezentuje się tak:


Gdy autobus ruszał, była godzina 22:40. Powoli musiałam pomyśleć o miejscu, w którym chciałabym przywitać Nowy Rok, jednocześnie mogąc zrobić ciekawe zdjęcie. Objechałam pół miasta, aż ostatecznie wylądowałam przy rondzie Kaponiera. Północ powitałam w takich 'okolicznościach przyrody':


Wiele osób, pytając się mi, jak spędziłam sylwestra, nie mogło pojąć, dlaczego nie bawiłam się ze znajomymi, sącząc różnego rodzaju napoje. Odpowiadając, zwracałam uwagę, że nie ma nigdzie zapisanego takiego przykazu. Fakt faktem - znajomych mam niewielu. Jednak spowodowane jest to głównie tym, że stawiam na jakość, a nie ilość. Poza tym - czy naprawdę trzeba robić to, co wszyscy? Realizujmy plany, które sprawią nam przyjemność. Ja wróciłam do domu bardzo szczęśliwa. Na drugi dzień nie miałam problemu z bólem głowy i dałam jeszcze radę wybrać się na rower. Nie mam czego żałować. :)

Czerwony zrobił tego dnia ok. 100 km.
Tegoroczne podróże zamknął z wynikiem na liczniku: 96 635 km (kilka z tych km nakręciłam już w 2016).